czwartek, 21 sierpnia 2014

Na dalekiej północy - III: Varanger / Finlandia - z raju z powrotem na ziemię (3-8 VI 2014)

c.d

3 VI 2014, Vardø

3 VI - Ptasie szaleństwo i wyprawa na koniec świata 

Wstajemy o 7. Aura nie wygląda obiecująco - niebo jest mocno zachmurzone i co jakiś czas mży. Przez chwilę zastanawiamy się czy nie zmodyfikować naszych planów, ale ostatecznie pozostajemy przy pierwotnym założeniu - rejs na Hornøya! Przed odjazdem z obozowiska dopisujemy do listy wyprawy kolejny arktyczny gatunek - mewę polarną. Wpół do 9-tej parkujemy przy portowym nabrzeżu, gdzie czekają już pozostali chętni na pierwszy kurs - dwie Finki, Anglik i Szwajcar. W biurze portu zakupujemy bilety (koszt to 150 NOK/os., czyli jakieś 75 PLN) i zaopatrujemy się w foldery turystyczne. Kilkadziesiąt minut później ładujemy się na pokład małego pontonu motorowego i odpływamy na wysokich obrotach. Po opuszczeniu basenu portowego, z każdą chwilą pojawiają się wokół nas coraz większe ilości alkowatych. Po pięciu minutach cumujemy już przy pomoście na Hornøya - chyba najbardziej niesamowitym miejscu, jakie przyszło mi odwiedzić podczas mojej dotychczasowej przygody z ptakami...

Mewa polarna (Larus glaucoides)
Mewa polarna (Larus glaucoides)
Czekanie na kuter...
... i odpływamy!

Hornøya to miejsce, które trzeba zobaczyć będąc w północnej Norwegii. Mała (99 akrów) skalista wyspa jest domem ponad 100 tysięcy ptaków! Wzdłuż jej wschodniego brzegu wytyczona jest oznakowana ścieżka, tak więc ptaki obserwować można z dołu klifu, dosłownie stając z nimi oko w oko - zdecydowanie bardziej przydaje się obiektyw z ogniskową 70-200 mm niż 400 mm, a gdzieniegdzie na miejscu byłoby rybie oko;). Podobnie jak w Ekkerøy i tutaj potrzebujemy chwili żeby przywyknąć do jazgotu wydobywającego się z tysięcy ptasich gardeł i ostrego zapachu ptasich odchodów. Kontynuując spacer ścieżką w prawo dochodzi się na trawiasty płaskowyż w górnej części wyspy skąd rozpościera się kapitalny widok na Vardø, półwysep Varanger, przybrzeżne wyspy i Morze Barentsa. Tutaj też, w najwyższym punkcie wyspy, znajduje się latarnia morska - jedyny obiekt na Hornøya wzniesiony przez człowieka (nie licząc drewnianego szaletu na zdjęciu poniżej;)).















Paweł prawie jak Wędrowiec przed morzem mgły C. D. Friedricha... (fot. AC)

Wizyta na wyspie pozostawia wrażenia na całe życie... Spędziliśmy tu osiem pięknych godzin i nie sposób opisać wszystkich emocji z tym związanych, ani każdej ciekawej sytuacji. Poza tym zdecydowanie lepiej niż słowa odzwierciedlają te przeżycia zdjęcia, których wykonałem prawie 1,5 tysiąca;). Długo zastanawiałem w jaki sposób zrelacjonować wizytę tutaj, aż doszedłem do wniosku, że najlepszym sposobem będzie prezentacja głównych aktorów tego niesamowitego spektaklu, w którym miałem okazję jako widz uczestniczyć.

Mewa trójpalczasta (7-10 tysięcy par). Chociaż ich liczebność na Hornøya spadła w ciągu ostatnich 20 lat o ponad połowę, to wciąż jedne z najliczniejszych rezydentek wyspy - a z pewnością najgłośniejsze... Po wizycie w Ekkerøy poświęciliśmy im stosunkowo najmniej czasu, ale nie była to zależność obustronna, jako że większość celnych strzałów oddanych w naszą stronę była ich autorstwa;).

 Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)
 Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)
 Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)
Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)

Nurzyk (12 tysięcy par). Odwrotnie niż w przypadku populacji "trójpalczatki", na przełomie dwóch minionych dekad lokalna liczebność nurzyka wzrosła o 140%. Na wyspie spory jest udział ptaków odmiany okularowej. Ciekawe jest przystosowanie nurzyka do rozrodu na półce skalnej. Ptak nie buduje gniazda i składa pojedyncze jajo wprost na skałę. Jajo ma gruszkowaty kształt, dzięki czemu nie stacza się z półki. Ponieważ, jeśli jaja byłyby pokryte solą, odchodami i brudem, pisklęta by umarły (jajo musi przepuszczać przez skorupę gazy, tak, by embrion mógł otrzymywać tlen i pozbywać się dwutlenku węgla), na powierzchni jaja nurzyka znajdują się stożkowate struktury umożliwiające jego samooczyszczanie (szczegóły tutaj). Z powodu ograniczonego miejsca nurzyk wysiaduje... na stojąco!

 Nurzyki (Uria aalge)
 Nurzyk (Uria aalge)
 Nurzyk (Uria aalge)
 Nurzyk (Uria aalge)
 Nurzyk (Uria aalge) odmiany "okularowej"
 Nurzyki (Uria aalge) odmiany "okularowej"
 Nurzyki (Uria aalge)
 Nurzyk (Uria aalge)
Nurzyk (Uria aalge)

Nurzyk polarny (300 par). Specjalność Hornøya, gatunek związany ściśle z arktyczną strefą klimatyczną. Od pospolitszego kuzyna rozpoznawalny po krótszym i masywniejszym dziobie z białym zajadem, niekreskowanych bokach i białym klinie na przodzie szyi. W kilkutysięcznym tłumie nurzyków ich znalezienie może potrwać dłuższą chwilę. Większość skumulowana jest na jednej ścianie, dzielonej z innymi alkowatymi. Nurzyki polarne zajmują jeszcze węższe półki skalne niż nurzyki, w związku z czym sprawiają nieustanne wrażenie, jakby za chwilę miały runąć do morza;). Ich lokalna populacja zanotowała nieznaczny spadek z 350 par w 1983 roku (~15%).

Nurzyki polarne (Uria lomvia)
Nurzyki polarne (Uria lomvia)
Nurzyki polarne (Uria lomvia)

Alka (200-300 par). Ten najliczniej pojawiający się na polskim wybrzeżu alkowaty, tutaj do pospolitych nie należy, choć jego sytuacja jest stabilna, a wręcz nieznacznie progresywna. W odróżnieniu od swoich kuzynów i kuzynek alka jest przeważnie milcząca, jakby zdawała sobie sprawę z małej siły przebicia w obliczu tysięcy pobratymców. Ich gniazda ulokowane są przeważnie na najwyższych partiach skał z szerszymi i osłoniętymi półkami skalnymi.

 Alka (Alca torda)
 Alka (Alca torda)
 Alki (Alca torda)
 Alka (Alca torda)
 Alki (Alca torda)
Alka (Alca torda)

Maskonur (10-15 tysięcy par). Dzięki przesympatycznemu wyglądowi (ach, te papugowate dzioby!) to najlepiej rozpoznawalny symbol wyspy. Cieszy fakt, że ten pocieszny ptak zanotował największy wzrost populacji spośród wszystkich mieszkańców Hornøya - o 200-300% w ciągu ostatnich 20 lat. W odróżnieniu od obu nurzyków maskonury gniazdują w norach na stromych trawiastych zboczach. Pomimo nieporadnego chodu, dzięki któremu zyskały przydomek "pingwinów północy", maskonury znakomicie latają, pływają (wiosłując skrzydłami) i nurkują (żywią się głównie rybami, które pływają w ławicach). Przez ludy północy ptaki te uważane są za pośmiertną postać marynarzy, którzy zginęli na morzu. Patrząc na ich wiecznie strapione oblicza można pomyśleć, że nowe wcielenia niezbyt przypadły im do gustu.

 Maskonur (Fratercula arctica)
 Maskonur (Fratercula arctica)
 Maskonur (Fratercula arctica)
 Maskonur (Fratercula arctica)
 Maskonur (Fratercula arctica)
Maskonur (Fratercula arctica)
  Maskonur (Fratercula arctica)
 Maskonury (Fratercula arctica)
 Maskonur (Fratercula arctica)
 Maskonury (Fratercula arctica)
Maskonur (Fratercula arctica)

Nurnik (mniej niż 10 par). Najmniej liczny przedstawiciel rodziny Alcidae i niestety coraz wyraźniej zagrożony wyginięciem na wyspie - w 1983 na Hornøya lęgło się jeszcze około 100 par. Ponieważ nurniki gniazdują w odosobnieniu wśród głazów i w niszach skalnych u podnóży klifów do ich obserwacji przydaje się luneta.

Nurnik (Cepphus grylle) - digiscoping
Nurnik (Cepphus grylle)
Nurniki (Cepphus grylle)

Kormoran czubaty (600-650 par). Lęgnie się pośród alk na nadmorskich klifach, a jego gniazdo to kopiec roślinności w skalnej szczelinie, małej jaskini lub pod dużym głazem. Dzięki małemu dystansowi obserwacji podziwiać możemy wspaniały zielonofioletowy połysk i misterne łuskowanie ich piór, soczyście żółte zajady i oczywiście czuby, którym zawdzięczają swoje nazwy. Lokalna populacja odnotowała duży wzrost zważywszy na to, że w 1983 gniazdowało tu zaledwie 140 par.

 Kormoran czubaty (Phalacrocorax aristotelis)
 Kormoran czubaty (Phalacrocorax aristotelis)
 Kormoran czubaty (Phalacrocorax aristotelis)
 Kormoran czubaty (Phalacrocorax aristotelis)
 Kormoran czubaty (Phalacrocorax aristotelis)
 Kormoran czubaty (Phalacrocorax aristotelis)
 Kormoran czubaty (Phalacrocorax aristotelis)
Kormoran czubaty (Phalacrocorax aristotelis)

Mewa srebrzysta (5-10 tysięcy par). Gatunek lęgowy przede wszystkim na trawiastym płaskowyżu ponad klifami. W pobliżu gniazd są agresywne i kilkakrotnie zdarzyło się, że pikowały na nas, kiedy nieświadomie naruszyliśmy ich prywatność. Podczas naszej wizyty sporo par wychowywało już młode. Ze względu na dużą drapieżność, ich obecność w pobliżu kolonii alkowatych kwitowana była zwykle ogromnym harmidrem poruszającym większość naszych zmysłów;). W ciągu ostatniego dwudziestolecia ich liczebność na  Hornøya spadła z 14,5 tysięcy par.

Mewa srebrzysta (Larus argentatus)
Mewa srebrzysta (Larus argentatus)
Mewa srebrzysta (Larus argentatus)

Edredon (mniej niż 50 par). Dwa gniazda z twardo wysiadującymi samicami zobaczyć mogliśmy podczas podejścia pod latarnię. Większość gniazd na Hornøya znajduje się zapewne bliżej wody, gdzie z powodu ograniczeń obowiązujących w rezerwacie nie dotarliśmy.

Edredon (Somateria mollissima)
Edredon (Somateria mollissima)

Przyrodniczych wrażeń na Hornøya dostarczali nam jednak nie tylko wyżej opisani stali lokatorzy - "gwiazdy" większości folderów reklamujących wyspę. Podczas długiego pobytu spotkaliśmy też mniej medialnych mieszkańców tego ptasiego raju - rzepołuchy (2), świergotka rdzawogardłego (1), muchołówkę szarą (1), ostrygojady (4), białorzytkę (1), świergotka nadmorskiego (1) i oczywiście piecuszki - najbardziej wszędobylskie ptaki wyprawy. Spośród setek dużych mew odpoczywających na kamienistym przesmyku pomiędzy zachodnią i wschodnią częścią wyspy udało się wyłuskać 6 mew bladych. Absolutną rewelacją było odkrycie stada 83 turkanów (bez samców w "godówce"...), które jednak dość szybko zniknęły za załomem skalistego przylądka. Bardzo owocny okazał się seawatching z północnego krańca wyspy. W związku z tym, że rzadko kiedy oglądaliśmy ptaki w zbitej grupie każdy z nas może pochwalić się innymi obserwacjami na morzu - w sumie naszymi łupami padły m.in. nur białodzioby, wydrzyk wielki, głuptaki, dwa nieoznaczone nawałniki, fulmary, kilkanaście wydrzyków ostrosternych oraz nierozpoznany wieloryb i delfin. Najbardziej żałuję nieobecności białozora, choć podobno tego dnia był widziany przez niektórych odwiedzających wyspę...

Rzepołuch (Carduelis flavirostris)
Świergotek nadmorski (Anthus petrosus)
Piecuszek (Phylloscopus trochilus)
Mewa blada (Larus hyperboreus) w grupie odpoczywających mew
Zagadka - ile mew bladych (Larus hyperboreus) widzisz na tym zdjęciu? ;)
Turkany (Somateria spectabilis) - digiscoping
 Wydrzyk wielki (Stercorarius skua) - fot. KO
 Wydrzyk wielki (Stercorarius skua) - fot. KO
Dwa w jednym: nur białodzioby (Gavia adamsii) i głuptak (Morus bassanus) - fot. KO

Chwilę po 17-tej opuszczamy Hornøya ostatnim możliwym kursem. W porcie w Vardø próbujemy zakupić pamiątki, ale okazuje się, że "giftszop" czynny jest od 9 do 17, czyli... w godzinach kiedy większość turystów zainteresowanych jego asortymentem jest na ptasiej wyspie. Wyjątkowo pokrętna logika. Kierując się w stronę Ishavstunnelen zatrzymujemy się raz jeszcze żeby sfotografować fantastyczne zjawisko - mewy trójpalczaste gniazdujące na okapach jednego z domów.


Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla)
Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)
Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)
Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)

Pokonujemy tunel i skręcamy w prawo w kierunku Hamningberg. Przez kilkanaście kolejnych kilometrów droga przecina przepiękny obszar tundry objęty ochroną jako rezerwat Barvikmyran og Blodskytodden. Następnie dociera do Morza Barentsa i przez dalsze 19 km biegnie jego krawędzią. Podziwiać możemy prawdziwie księżycowy krajobraz, który przywodzi na myśl tolkienowski Mordor. Wyraźnie widać budowę geologiczną Ziemi, jak np. kierunek ułożenia płyt tektonicznych i skutki działalności lodowca z okresów zlodowaceń. Surowe lasy zerodowanych skalnych filarów wybijające się z dna morskiego i kamienistej tundry budzą respekt i emanują grozą. Wąska droga asfaltowa ma tylko jeden pas, tak więc każdy manewr wymijania wymaga zjechania przez jedno z aut na pobocze. Po odbiciu od wybrzeża droga główna skręca nieznacznie w lewo, a następnie przecina rzeczkę Sandfjordla - dolina rzeki sprawia wrażenie dobrego miejsca na ptaki - podczas kilkuminutowej przerwy na "rozprostowanie kości" odnotowujemy podróżniczki, samca śnieguły, dwie pary łęczaków, droździki, parę siewek złotych i tokującego kszyka. Zarośla wierzbowe przy moście na Sandfjordla wydają się być doskonałym biotopem czeczotki tundrowej - ponieważ lokalizacja oferuje dostęp do wody postanawiamy, że tutaj urządzimy dzisiejszy biwak.






Na jednopasmowej drodze wymijanie jest utrudnione

Łęczak (Tringa glareola)
Łęczak (Tringa glareola)

Tymczasem kontynuujemy jazdę i po 10 minutach dojeżdżamy do Hamningberg - magicznej wioski na końcu świata, a według miejscowych - na początku Norwegii! Osada jest czarująca i wyjątkowa, po części dlatego, że przetrwała wojenną zawieruchę, która pozostawiła po sobie jedynie dobrze zachowane umocnienia i bunkry. Podziwiać możemy rozrzucone bezładnie kolorowe domki, rorbu - tradycyjne domki rybackie oparte po części na lądzie, po części na zanurzonych w wodzie balach, chałupy kryte strzechą oraz archaiczny sprzęt rybacki. Ponieważ wioska położona jest nad otwartą zatoką i przed często występującymi tu gwałtownymi sztormami nie chronią jej żadne naturalne przeszkody (np. wyspy), w 1965 roku zdecydowano się na jej wyludnienie. Podczas jednego z takich sztormów w nocy z 19 na 20 maja 1894 roku zniszczona została cała flota rybacka Hamningbergu, przebywająca akurat na połowie. Z powodu niebezpiecznej aury jako jedyny akcji ratunkowej podjął się szkuner Colin Archer (kpt. Nikolai Anthonissen), który szczęśliwym trafem poprzedniego dnia przycumował w Vardø. Prawdziwym cudem, podczas dwóch nocnych eskapad na wzburzonym morzu uratowano wszystkich (!) 36 rybaków (szczegóły tutaj). Na pamiątkę tego wydarzenia w 1994 roku wzniesiono pomnik, który zobaczyć można przy wjeździe do Hamningberg. Po wjeździe do wioski, na jedynym skrzyżowaniu skręcamy w prawo i docieramy na koniec drogi, która kończy się tuż przed kamienistym brzegiem - dalej jest już tylko Morze Barentsa... Chociaż kiszki marsza nam grają poświęcamy chwilę na seawatching, dzięki czemu zobaczyć możemy morświny, kilkanaście wydrzyków ostrosternych i kilka tęposternych, 3 głuptaki oraz nieoznaczonego nawałnika. Paweł, jako jedyny z nas pochwalić się może obserwacją leminga, który przebiega przed naszym autem, kiedy opuszczamy Hamninbgerg.

Hamningberg












Zgodnie z wcześniejszym postanowieniem rozbijamy namioty nad Sandfjordla. Woda w rzece jest lodowata do tego stopnia, że ciężko napełnić nią puste butelki - po kilkunastu sekundach sztywnieją palce. Nie przeszkadza to wcale żerującym w najlepsze czterem płatkonogom szydłodziobym. Ponieważ pod dostatkiem jest spróchniałego drewna rozpalamy ognisko, a podczas oczekiwania na obiadokolację podziwiać możemy tokujące biegusy małe i powracające z morza na nocleg wydrzyki ostrosterne. O 23 wciąż jest "potwornie" jasno i nic dziwnego, że niespecjalnie chcę mi się zamykać w namiocie. Zwłaszcza, że przed oczami wciąż mam kalejdoskop wydarzeń z dzisiejszego dnia, który działa na mnie jak dwa wypite termosy espresso!


Ujście Sandfjordla do Morza Barentsa
Ujście Sandfjordla do Morza Barentsa
Sandfjordla
Sandfjordla
Ognisko to połowa sukcesu
Nasz biwak nad Sandfjordla
Sandfjordla

4 VI - W dzikiej tundrze

Tego dnia celowo nie planowaliśmy przed wyprawą, chcąc w całości poświęcić go na spontaniczną penetrację tundry Varanger. Ponieważ do tej pory nie udało nam się zobaczyć jednego z kluczowych dla nas gatunków - białozora, koncepcja ta idealnie wpisywała się w popyt. Poza tym każdy z nas liczył po cichu na spotkanie z sową śnieżną... A gdzie mieliśmy ją zobaczyć, jeśli nie w dzikich ostępach półwyspu? Zanim jednak przystąpimy do realizacji tego śmiałego scenariusza poświęcamy poranek na poszukiwanie czeczotek tundrowych w dolinie Sandfjordla. Poza ptakami widzianymi wczoraj wieczorem znajdujemy jednak jedynie cztery czeczotki. W zasadzie to jedna z nich znajduje Krzyśka, siadając mu na głowie! Po przygodach z czeczotkami w naszej głowie narodził się spektakularny pomysł przebicia się do Norfjordu, od którego w linii prostej dzieli nas 20 km, a w praktyce 300 km, gdybyśmy chcieli pokonać tę trasę asfaltem. Szybko jednak okazuje się, że w warunkach norweskich nasze auto wcale nie jest terenowe - pomysł jest do zrealizowania co najwyżej na skuterach śnieżnych. Ostatecznie powracamy tą samą drogą przez "Mordor", podziwiając go tym razem w fantastycznej mglistej scenerii. Kiedy mgła nieco zelżała udało się zobaczyć nawet jakieś ptaki;), m.in. fotogenicznego biegusa morskiego, kilka wydrzyków ostrosternych, parę nurów rdzawoszyich i 2 młode mewy blade.
Zanim wyruszymy na podbój tundry raz jeszcze odwiedzamy Vardø, gdzie podczas szybkiego nalotu na "giftszop" (tym razem otwarty...) zaopatrujemy się w całą gamę gadżetów z maskonurami, birginiakami i innymi cudami. Lepiej późno niż wcale!

Szukamy czeczotek tundrowych
Czeczotka (Carduelis flammea)
Podróżniczek (Luscinia svecica svecica)
5 kilometrów do końca świata!
Bajkowe przełomy Sandfjordla
Bajkowe przełomy Sandfjordla
Dalszej drogi niet - przynajmniej dla nas...

Nadchodzi mgła...

Tak jak w Finlandii należało uważać na renifery, tutaj trzeba zwracać uwagę na wałęsające się owce...










Tundra po częściowym ustąpieniu mgły
Nur rdzawoszyi (Gavia stellata)
Mewa blada (Larus hyperboreus) we mgle
Biegus morski (Calidris maritima)
Biegus morski (Calidris maritima)

Kolejne sześć godzin wypełnia nam eksploracja tundry. W praktyce wygląda to tak, że cofając się w kierunku zachodnim odbijamy w solidniejsze drogi prowadzące w obiecująco wyglądające rejony, a następnie już pieszo szperamy po okolicy. Nie mamy żadnych precyzyjnych informacji, który obszar ma największy potencjał, zdajemy się więc tylko i wyłącznie na intuicję. Równocześnie dochodzimy do wniosku, że lepsze wyniki przynieść może kilka porządnie przeprowadzonych kontroli, niż kilkanaście "po łebkach". Żeby już dłużej nie zwlekać decydujemy się na 30-kilometrowy odcinek drogi pomiędzy Kiberg i Skallelv. Pierwszy zjazd w tundrę nieco nas rozczarowuje - natrafiamy jedynie na 3 wydrzyki ostrosterne, 3 bieliki i poświerkę. Za drugim podejściem jest zdecydowanie lepiej - na pięknym fragmencie tundry znajdujemy prawdziwe ptasie El Dorado. Tokują siewki złote, kamuszniki, sieweczki obrożne, świergotki rdzawogardłe i łąkowe, śpiewają podróżniczki, poświerki, droździki i rzepołuchy, na małych jeziorkach pływają szlachary i lodówki, a nad nami krążą wydrzyki ostrosterne (co najmniej pięć osobników). Nie trafiamy jednak na ślad niczego co choć przypominałoby białozora lub sowę śnieżną...

Tundra w okolicy Kiberg
 Wydrzyk ostrosterny (Stercorarius parasiticus)
 Wydrzyk ostrosterny (Stercorarius parasiticus)
 Wydrzyk ostrosterny (Stercorarius parasiticus)
Wydrzyk ostrosterny (Stercorarius parasiticus)
Tundra w okolicy Kiberg
Tundra w okolicy Kiberg
Widok na nadmorskie zabudowania

Powracamy do głównej szosy, po drodze obserwując jeszcze uszatkę błotną. Po kilku minutach jazdy zatrzymujemy się w pobliżu skalistego klifu po prawej stronie. Miejsce wygląda bardzo obiecująco pod kątem białozora, tym bardziej, że zauważamy obielenia pod jedną z półek! Gniazdo, które na niej zauważamy należy jednak do gatunku o większych gabarytach, najpewniej bielika. W czasie kiedy z Pawłem i Krzyśkiem przyglądam się skale, w pobliskich chaszczach Adam znajduje samicę czeczotki tundrowej, która jednak nie kwapiła się na nas poczekać... Inne ptaki w tej okolicy to już tundrowy standard: dwa samce podróżniczka, świergotek łąkowy, wydrzyk ostrosterny i samiec poświerki.
Strzałem w dziesiątkę okazała się wizyta na obszarze rezerwatu Komagværstranda. Krajobraz beskresnej i pełnej życia tundry oczarowuje nas w jednej chwili... Niezapomniany będzie widok stada reniferów liczącego ponad 300 osobników! Na polodowcowych jeziorach pływają szlachary, nury rdzawoszyje i lodówki. Przy położonym najbliżej nas akwenie żeruje stado gęsi - 2 białoczelne, 3 zbożowe i krótkodzioba. Tuż przed nimi wysiadują dwie samice łabędzi krzykliwych. Niedaleko swoje gniazda mają dwie pary kulików mniejszych - na naszych oczach jedno z nich zostaje splądrowane przez wydrzyka ostrosternego, których obserwujemy w sumie cztery. Pomimo dość łatwego dostępu do gniazd innych ptaków na otwartym terenie, wydrzyki nie mają łatwego życia - co rusz to atakowane są przez dzielne rybitwy popielate. Na wolnej od śniegu przestrzeni, która pełni rolę areny tokowej, o wdzięki samic walczą samce batalionów. Wokół tokują biegusy małe, kamuszniki, kszyki i sieweczki obrożne. Okolica rozbrzmiewa śpiewami droździków, poświerek, górniczków i kwileniem siewek złotych. Wreszcie wszystkim nam udaje się zobaczyć mało płochliwe czeczotki tundrowe (2). Gwałtownie podnosi się nam poziom adrenaliny, kiedy Paweł znajduje w lunecie białego ptaka przypominającego sylwetką sowę! Niestety, ale okazuje się on być mewą ćwiczącą jogę. Ech...

Komagværstranda
Komagværstranda
 Niektórzy mieli szczęście i sfotografowali droździka (Turdus iliacus) - fot. KO
Kulik mniejszy (Numenius phaeopus)
Komagværstranda - łabędzie krzykliwe, renifery i genialne widoki
Gęś krótkodzioba (Anser brachyrhynchus) w grupie gęsi - digiscoping
Renifery na Komagværstranda
Czeczotka tundrowa (Carduelis hornemanii)
Czeczotka tundrowa (Carduelis hornemanii)
Czeczotka tundrowa (Carduelis hornemanii)
Komagværstranda
Kulik mniejszy (Numenius phaeopus)
Widok jak z bajki - coś pięknego...

Kiedy kręcimy się po tundrze w rejonie Skallev, nasze poszukiwania niespodziewanie zakłóca pogoda. W jednej chwili całą okolicę spowija gęsta mgła i jedynymi dostrzegalnymi istotami są w tej chwili renifery. W tych warunkach możemy zapomnieć o białozorze czy sowie śnieżnej, chyba że przeleci nam kilkadziesiąt metrów przed maską samochodu. Kiedy docieramy na obszar rozległych mszarów jest ciemno jak w nocy - brakuje tylko psa Baskerville'ów;). Zamglona tundra żegna nas widokiem dwóch pardw mszarnych. Późnym popołudniem dojeżdżamy do Vadsø, gdzie na stacji benzynowej uzupełniamy paliwo i kalorie (przy okazji dowiaduje się, że przy zamówieniu hot-doga obowiązuje samoobsługa w wyborze sosów!). W pobliskiej Remie 1000 przetracamy pozostałe korony, co w Norwegii nie jest trudne, bez względu na posiadaną kwotę. Przerwa na zakupy wydłuża się nieoczekiwanie, kiedy czekamy przy kasie na wycofanie zakupów Pawła. Prezes nieźle zaszalał (czyt. koszyk pełen tuńczyka) i nie byłoby w tym nic złego, gdyby prędzej nie zgubił swoich pieniędzy... Ceremonia anulowania paragonu trwała ponad dwadzieścia minut. Ostatecznie, z pełnego koszyka zabieramy tylko chleb i wycofujemy się do auta. Bezduszne spojrzenia osób stojących za nami w kolejce, mówiły wszystko o tym co ludzie Ci myślą w danej chwili o Polsce i Polakach.;)

I znów nadciąga mgła - powoli kończy się nasza penetracja tundry...

 Renifer (Rangifer tarandus) we mgle
 Renifery (Rangifer tarandus) we mgle
Klimat jak z "Psa Baskerville'ów...
Piecuszek (Phylloscopus trochilus)

Tym akcentem kończymy w zasadzie naszą norweską przygodę. Kolejne cztery godziny spędzamy w aucie, jadąc w kierunku Inari. Po drodze znajdujemy parking, na którym pięć dni temu Adam zostawił swoją czapkę - oczywiście jest tu nadal! Uczciwość Skandynawów jest godna podziwu. Przejeżdżamy ponad 270 km i przed drugą w nocy zatrzymujemy się na nocleg w lesie koło restauracji Neljan Tuulen Tupa, gdzie nad ranem chcemy dać sobie jeszcze jedną szansę na łuskowce i krzyżodzioby (patrz: część pierwsza relacji). Na fińskiej ziemi witają nas dwie sójki syberyjskie - obie łyse, bez piór na głowie! Mam tylko nadzieję, że nie jest to symboliczna zapowiedź nadchodzących dni. Adam zdaje się tym nie przejmować i z pobliskich krzaków przynosi... poroże renifera - taki to pożyje!


5-8 VI - Czas wracać...

Rano budzę się niewyraźny, poskręcany i bez chęci do życia. Jeszcze 24 godziny temu dygotałem z zimna podczas nocy w Vardø, podczas gdy dzisiaj dusiłem się z braku tlenu śpiąc w krótkim rękawie. Mój organizm postanowił się zbuntować - niestety na czele z wątrobą i żołądkiem - więc zmuszony jestem zafundować sobie dzienną dietę "o chlebie i wodzie". Biorąc jednak pod uwagę, że niezbyt się ona różniła od stosowanej przez nas co drugi dzień, nawet tego nie odczułem;).
Pod Neljan Tuulen Tupa ponosimy prawdziwą klęskę. Podobnie jak podczas ostatniej wizyty ptaków jest jak na lekarstwo - musimy pogodzić się z tym, że nie zobaczymy łuskowców... W poszukiwaniu krzyżodziobów udajemy się do lasu koło Kilopää, który z braku czasu pominęliśmy kilka dni wcześniej w drodze na północ. Przy drodze na Kuttura, którą dojeżdżamy w pożądane miejsce, znajdują się też biotopy trznadli czubatych, ale... tradycyjnie bez trznadli - gatunek ten wytrwale pracuje na tytuł Wielkiego Nieobecnego wyprawy. Wybrany przypadkiem fragment lasu okazuje się być niezwykle ciekawy - obserwujemy tu koguta głuszca (wcześniej znajdujemy sporo knotów), tokujące na śródleśnym torfowisku kuliki mniejsze i fotogeniczne sikory północne. Ani trochę nie przybliżyliśmy się jednak do poszukiwanych przez nas gatunków...

Fragment potężnego jeziora Inari
W drodze do Kuttura
Szutrówka w lepszym stanie niż nasza A4;)
W biotopie głuszczowym

Kulik mniejszy (Numenius phaeopus)
Sikora północna (Poecile cinctus)
Sikora północna (Poecile cinctus)
Sikora północna (Poecile cinctus)
Sikora północna (Poecile cinctus)
Knoty głuszca - jedyna pamiątka po spotkaniach z tymi pięknymi ptakami...
Jer (Fringilla montifringilla)
Jer (Fringilla montifringilla)
Jer (Fringilla montifringilla)
W drodze na południe...

Następne pięć godzin to niemal ciągła jazda na południe. Przed 22 dojeżdżamy w odwiedzane już podczas podróży do Norwegii tereny parku narodowego Oulanka. Zanim rozbijemy się na nocleg w już sprawdzonym miejscu przy drodze Porontimantie spotyka mnie jeszcze nieoczekiwana przygoda. Zatrzymujemy się widząc fotografa "z długą lufą", rozkładającego swój sprzęt na statyw, w lesie niedaleko szosy. Zostaję wydelegowany do zasięgnięcia języka w interesujących nas ptasich tematach. Kiedy dochodzę do fotografa, ten daje mi znak ręką, abym zachował ostrożność - okazuje się, że pracuje właśnie nad mało płochliwym jarząbkiem, siedzącym na powalonym konarze kilka metrów od niego! Nie dowiedziałem się wprawdzie niczego cennego, ale pewnie nieprędko będę miał okazję wykonać podobne zdjęcia jarząbka jak teraz... Tego wieczoru nie widzieliśmy wprawdzie sowy jarzębatej, ale i tak całkiem przyjemnie zasypiało się przy akompaniamencie śpiewów dziwonii, droździków i pliszek tundrowych. Byłbym zapomniał - odnotowujemy pierwszego pierwiosnka od czasu wjazdu do Skandynawii!

Jarząbek (Tetrastes bonasia)
Jarząbek (Tetrastes bonasia)
Jarząbek (Tetrastes bonasia)
Pliszka "tundrowa" (Motacilla flava thunbergi)
Pliszka "tundrowa" (Motacilla flava thunbergi)

Ponieważ Krzysiek z Adamem nakręcili się moimi zdjęciami, kolejny dzień rozpoczynamy od jarząbkowego rekonesansu, w tej samej co ostatniego wieczoru okolicy. Nie minęło wiele czasu, kiedy zauważamy dwa ptaki - decydujemy się podejść do koguta, co jakiś czas hipnotyzując go gwizdkiem. Efekt przechodzi nasze oczekiwania - fińskie jarząbki okazują się być świetnymi modelami!

Jarząbek (Tetrastes bonasia)
Jarząbek (Tetrastes bonasia)
Jarząbek (Tetrastes bonasia)
Jarząbek (Tetrastes bonasia)

Żegnając się z Konttainen obserwacją orła przedniego odjeżdżamy w kierunku Kuusamo. Chyba tylko z czystej formalności postanawiamy raz jeszcze skontrolować pod kątem trznadla czubatego okolice jeziora Toranki. Rezultat tych poszukiwań utwierdza nas tylko w przekonaniu, że gatunek ten możemy już spokojnie wpisać na listę strat. W Kuusamo udaje się nam skorzystać z internetu w centrum informacji turystycznej, dzięki czemu dowiadujemy się o obserwowanym dwa dni temu w Varangerbotn samcu kamieniuszki! Przecież to właśnie wtedy przejeżdżaliśmy przez tą miejscowość! Paweł chce wracać, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to nierealne - pokonanie 2000 km w 28 godzin pewnie i jest możliwe, ale mało rozsądne, zważywszy na mocno nadwyrężoną kondycję kierowców. W związku z koniecznością podporządkowania harmonogramu najbliższych dni do godziny odpłynięcia promu z Helsinek do Tallinna (już jutro o 19:30...) nie zostaje nam zbyt wiele czasu na ptaki - 7 godzin zajmuje nam przejazd do "ładnie wyglądającego na mapie" parku narodowego Leivonmäki - ostatniej lokalizacji, którą odwiedzimy przed stolicą Finlandii. Na nocleg rozbijamy się w nieczynnym kamieniołomie gdzie przyrządzamy kolację otoczeni bzyczącymi obłokami małych krwiożerców. Strach pomyśleć co byłoby gdybyśmy wyruszali do Skandynawii dopiero teraz!

Orzeł przedni (Aquila chrysaetos)
Las w rejonie Kuusamo

Ostatni biwak podczas wyprawy...
Znalezione przez Adama poroże cieszyło się wzięciem;)
Nasza kolacja - same pyszności...

Ścieżka przyrodnicza w parku narodowym Leivonmäki rozczarowuje nas... Ot, zwyczajny las, a w porównaniu do tego co widzieliśmy wcześniej, nawet niespecjalny krajobrazowo. Ciekawie jest tylko przy śródleśnym jeziorku z parą gągołów, ale przecież takich miejsc są wkoło miliony. Trudno powiedzieć czym kierowano się przy nadaniu tak wysokiej rangą formy ochrony - aby uzyskać odpowiedź na to pytanie zabrakło nam czasu. Po 10-tej zmierzamy już do stolicy, po drodze zatrzymując się na wykrytym w drodze na północ stanowisku zaroślówki - tym razem obserwujemy aż cztery ptaki!

Mewy siwe (Larus canus)
Leivonmäki kansallispuisto
Leivonmäki kansallispuisto
Gągoły (Bucephala clangula)
Chrobotek reniferowy (Cladonia rangiferina) - porost jest jednym z głównych pokarmów reniferów, czemu zawdzięcza swą nazwę
Leivonmäki kansallispuisto

W Helsinkach jesteśmy przed 14. Ostatnie godziny przed rejsem postanawiamy spędzić na seawatchingu, w jakiejś spokojniejszej dzielnicy miasta. Znalezienie odpowiedniego miejsca nie jest jednak proste - miasto oddziela od otwartego morza archipelag wysp i ruch nad wodą jest bardzo znikomy. Po długim, ale i pouczającym lawirowaniu ulicami stolicy (zwiedzanie z auta w godzinach szczytu ma swój klimat!) lądujemy w pobliżu wyspy Mustikkamaa Blabarslandet, gdzie oprócz bramy ogrodu zoologicznego (samo zoo zajmuje inną wyspę: Korkeasaari Paloholmen) znajduje się piękny park. Tu dokonujemy ostatnich obserwacji w Finlandii - niepłochliwych ostrygojadów żerujących na trawnikach, lęgnących się na kamienistych wyspach rybitw popielatych i wszędobylskich bernikli białolicych - tych ostatnich obserwujemy w sumie ponad sto, w tym rodzinkę składającą się z ponad 30 dorosłych ptaków i podobnej liczby puchatych maluchów. W obliczu trwającego właśnie nalotu wójcika na Polskę zdumieni jesteśmy jego brakiem tutaj...

Ulice Helsinek
Helsinki
Bernikle białolice (Branta leucopsis) z potomstwem
Bernikle białolice (Branta leucopsis) - tu w roli sędziów bramkowych ;)
Helsinki - widok na Helsingin tuomiokirkko - katedrę luterańską
Szlachar (Mergus serrator)
Szlachar (Mergus serrator)
 Bernikla białolica (Branta leucopsis)
 Bernikla białolica (Branta leucopsis)
Bernikla białolica (Branta leucopsis)
Ostrygojad (Haematopus ostralegus)
Ostrygojady (Haematopus ostralegus)
Uspenskin katedraali, czyli Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, położony w historycznej dzielnicy Helsinek, Katajanokka. Jest to największy sobór w tzw. Europie Zachodniej

O 19:30 odbijamy z Helsinek i dwie godziny później jesteśmy już w Tallinnie - nasza skandynawska przygoda dobiegła końca. Dystans ponad 1300 kilometrów dzielący nas od domu decydujemy się pokonać jednym skokiem, rezygnując z noclegu w stolicy Estonii. Polska wita nas ponad trzydziestostopniowymi upałami, zamkniętymi sklepami i zielonoświątkowymi dysputami na wszystkich stacjach radiowych. W obliczu tych faktów z rozrzewnieniem pomyślałem o chłodnych i bestroskich wieczorach na Varanger, gdzie nie wiedziałem nawet jaki jest dzień tygodnia, a poza norweskimi szansonistami nikt nie narzucał mi się z odbiornika. Chyba po prostu zaczynał udzielać mi się ten posępny nastrój, który zawsze ogarnia mnie pod koniec dłuższej wyprawy... Przebierając wspomnienia nabrałem wrażenia, że zwiedzanie Skandynawii nigdy nie może się znudzić. Kraina zachwyciła mnie swoimi przestrzeniami, spokojem, surowością i tą pozorną monotonią, która po bliższym przyjrzeniu, jak powieść szkatułkowa odkrywa coraz to nowe szczegóły. Nieobecność niektórych gatunków, albo nie w pełni satysfakcjonujące obserwacje będą z każdym miesiącem podsycać we mnie motywację do powrotu. I pewnego dnia wrócę tam, jestem o tym przekonany!

Panorama Tallinna tuż przed dobiciem do portu
Wróciliśmy - 7000 przejechanych kilometrów za nami!

Lista wyprawy (wielkimi literami moje "życiówki") - 207 gatunków (wg kolejności systematycznej): łabędź niemy, łabędź krzykliwy, gęś białoczelna, gęś zbożowa, gęś krótkodzioba, gęgawa, bernikla kanadyjska, bernikla białolica, ohar, krzyżówka, rożeniec, płaskonos, świstun, cyraneczka, ogorzałka, czernica, edredon, TURKANBIRGINIAK, markaczka, uhla, lodówka, gągoł, bielaczek, nurogęś, szlachar, PARDWA MSZARNAPARDWA GÓRSKAGŁUSZEC, cietrzew, JARZĄBEK, derkacz, bażant, nur rdzawoszyi, nur czarnoszyi, nur białodzioby, perkoz dwuczuby, perkoz rdzawoszyi, FULMAR, nawałnik sp., głuptak, kormoran, kormoran czubaty, czapla biała, czapla siwa, bocian biały, bocian czarny, bielik, rybołów, orzeł przedni, orlik krzykliwy, błotniak stawowy, błotniak zbożowy, błotniak łąkowy, myszołów, myszołów włochaty, krogulec, pustułka, kobuz, sokół wędrowny, drzemlik, kropiatka, kokoszka, łyska, żuraw, ostrygojad, sieweczka obrożna, siewnica, mornel, siewka złota, czajka, biegus rdzawy, piaskowiec, biegus morski, kamusznik, biegus zmienny, biegus mały, łęczak, samotnik, krwawodziób, brodziec śniady, kwokacz, szlamnik, kulik wielki, kulik mniejszy, słonka, kszyk, bekasik, płatkonóg szydłodzioby, batalion, wydrzyk wielki, wydrzyk tęposterny, wydrzyk ostrosterny, WYDRZYK DŁUGOSTERNY, śmieszka, mewa siwa, mewa srebrzysta, mewa siodłata, mewa żółtonoga, mewa mała, mewa trójpalczasta, mewa blada, mewa polarna, rybitwa rzeczna, rybitwa popielata, rybitwa czarna, rybitwa białoskrzydła, MASKONUR, nurnik, nurzyk, NURZYK POLARNY, alka, gołąb miejski, grzywacz, sierpówka, kukułka, sowa jarzębata, włochatka, uszatka błotna, jerzyk, dudek, dzięcioł zielonosiwy, dzięcioł duży, dzięcioł trójpalczasty, skowronek, lerka, górniczek, brzegówka, dymówka, oknówka, świergotek nadmorski, świergotek łąkowy, świergotek drzewny, świergotek rdzawogardły, pliszka siwa, pliszka żółta, pluszcz, jemiołuszka, rudzik, słowik rdzawy, słowik szary, podróżniczek (podg. svecica), MODRACZEK, pleszka, kopciuszek, białorzytka, pokląskwa, śpiewak, droździk, paszkot, kwiczoł, kos, gajówka, kapturka, cierniówka, piegża, rokitniczka, strumieniówka, łozówka, zaroślówka, trzciniak, zaganiacz, piecuszek, świstunka leśna, pierwiosnek, wójcik, mysikrólik, muchołówka szara, muchołówka żałobna, bogatka, modraszka, czarnogłówka, SIKORA PÓŁNOCNA, remiz, pełzacz leśny, srokosz, gąsiorek, sroka, sójka, SÓJKA SYBERYJSKA, kawka, gawron, wrona siwa, kruk, szpak, pasterz, wilga, wróbel, zięba, jer, makolągwa, rzepołuch, czeczotka, czeczotka tundrowa, szczygieł, dzwoniec, czyż, kulczyk, gil, krzyżodziób sp., dziwonia, potrzos, TRZNADELEK, śnieguła, poświerka, trznadel, potrzeszcz
"Wielcy nieobecni": perkoz rogaty, BIAŁOZÓR, biegus płaskodzioby, biegus malutki, puszczyk mszarny, puszczyk uralski, SOWA ŚNIEŻNA, sóweczka, drozd obrożny, wójcik (tylko 1 ptak słyszany...), łuskowiec, KRZYŻODZIÓB SOSNOWY, krzyżodziób modrzewiowy, TRZNADEL CZUBATY

1 komentarz: