W Varangerbotn zatrzymujemy się na chwilę na parkingu przy Muzeum Saamów (Várjjat Sámi Musea) z ciekawą ekspozycją plenerową, ukazującą m.in. jak mieszkali dawni mieszkańcy Finnmarku. Co ciekawe, w regionie tym widoczne są wpływy co najmniej czterech odmiennych kultur - Saami, Kvens (ludność pochodząca z północnej Szwecji i Finlandii), norweskiej i rosyjskiej. Chociaż pierwsze trwałe osady w Finnmarku datuje się na przełom XII i XIII wieku, lud Saami zamieszkuje te tereny od 2000 lat. Ślady osadnictwa na Varanger sięgają jednak jeszcze głębiej - Saami są potomkami przedindoeuropejskiego, myśliwskiego ludu zwanego Lappami, który zamieszkiwał tereny Fennoskandii od czasów ostatniego zlodowacenia (10 tys. lat temu). Na Varanger rodzima ludność po dziś dzień pielęgnuje dawne obrzędy i tradycje - ponad 2000 Saami nadal zajmuje się tu hodowlą reniferów. Muzeum nie jest jedyną atrakcją Varangerbotn. Tuż za parkingiem rozpoczyna się drewniana kładka, która prowadzi do dwóch zabudowanych schronów z widokiem na Varangerfjord, skąd obserwować można ptaki żerujące na tworzących się po odpływie płyciznach. Tego dnia ptaków jest jednak mało - stwierdzamy tu 14 sieweczek obrożnych, szlamnika, 3 ostrygojady i parę uhli.

Muzeum Saamów w Varangerbotn
Muzeum Saamów w Varangerbotn
Flaga Laponii zawiera barwy Finlandii, Norwegii, Rosji i Szwecji. Koło odzwierciedla starania o zachowanie własnej kultury, języka i tradycji.
Varangerfjord
Z Varangerbotn kierujemy się na wschód i po 13,5 kilometrach w Nesseby skręcamy w prawo w drogę prowadzącą na niewielki półwysep. U jego nasady znajduje się chyba najbardziej charakterystyczna budowla na Varanger - protestancki (większa część schrystianizowanych pomiędzy XVII a XIX wiekiem Saami przyjęła luteranizm), biały kościółek ze strzelistą wieżą. Budowla zbudowana została w 1858 roku, a w pełni odnowiono ją w roku 1983. Przyległa kaplica datowana na rok 1700 jest prawdopodobnie najstarszą budowlą sakralną na Varanger. Obok kościoła znajduje się stary cmentarz (niektóre groby pochodzą z końca XIX wieku) z charakterystycznymi ażurowymi, żelaznymi krzyżami. Linia brzegowa półwyspu w Nesseby pełna płycizn i małych zatoczek wydaje się być idealnym miejscem na birginiaki i pewnie udałoby się nam je tu zobaczyć, gdybyśmy przybyli do Norwegii kilka tygodni prędzej - dziś musimy się zadowolić licznymi edredonami... Na błotku żeruje szlamnik i kilka pospolitych na Varanger ostrygojadów - te ostatnie muszą mieć gdzieś w pobliżu gniazda, wnosząc po ich zachowaniu. Najciekawsze okazuje się być małe jeziorko na tyłach kościoła, gdzie możemy z bardzo bliska obserwować dwie pary pięknych płatkonogów szydłodziobych - dystans obserwacji wynosi momentami pół metra... Coś pięknego! Według przewodnika, na leżącej 300 metrów na zachód od półwyspu wysepce Åvehat powinna znajdować się kolonia rybitw popielatych, ale jest to już informacja nieaktualna. Na wodzie w pobliżu wyspy żeruje tylko mała grupka mew nękana przez ciemnego wydrzyka ostrosternego. Będąc w Nesseby nie sposób przeoczyć pięknej, sporej suszarni na dorsze. Na całym Varanger jest to widok dość powszechny, ale niestety nie mamy okazji zobaczenia podobnej konstrukcji pełnej ryb. Czerwiec jest chyba zbyt późnym miesiącem na takie widoki - ryby najlepiej się suszą, gdy temperatura oscyluje w granicach kilku stopni powyżej zera, a ponieważ cały proces suszenia trwa około trzech miesięcy, napełnianie żerdzi zaczyna się najczęściej w lutym-marcu, po ustąpieniu ostrych mrozów - zbyt duży mróz (a właściwie lód) również uszkadza ryby. No cóż - mam kolejny pretekst do przyjazdu tutaj wczesną wiosną (oprócz m.in. zorzy polarnej, stad łuskowców oraz wybarwionych birginiaków i turkanów).

Kościół w Nesseby
Kościół w Nesseby
Ostrygojad (Haematopus ostralegus)
Charakterystyczna suszarnia dorszy w Nesseby
Zatoka w Nesseby oferuje świetne żerowiska dla siewek...
... m.in. tego oto szlamnika (Limosa lapponica)
Kościół w Nesseby
Panorama od strony wyspy za kościołem
Wydrzyk ostrosterny (Stercorarius parasiticus) na tle kościoła w Nesseby
"Płatkonogowe" jeziorko za kościołem
Płatkonóg szydłodzioby (Phalaropus lobatus)
Płatkonóg szydłodzioby (Phalaropus lobatus)
Płatkonóg szydłodzioby (Phalaropus lobatus)
Płatkonogi szydłodziobe (Phalaropus lobatus)
Płatkonóg szydłodzioby (Phalaropus lobatus)
Nesseby
Kolejną miejscowością na trasie naszego przejazdu jest położone 35 kilometrów dalej na wschód Vadsø - jeden z ośrodków administracyjnych półwyspu Varanger. Miejscowość słynęła dawniej z bogactwa kulturowego. W ciągu swojej historii Vadsø było punktem docelowym imigracji z Finlandii, a w latach 30. i 40. XIX w. Kvens (jak nazywali osiadłych tu Finów Norwegowie) stanowili połowę jego mieszkańców. W XVII wieku w miasteczku obecni byli także Pomorcy - rosyjska ludność trudniąca się handlem i rybołówstwem. Dla upamiętnienia niejednorodnego dziedzictwa narodowościowego w 1977 roku w centrum Vadsø wzniesiono nawet pomnik. Tym co czyniło miasto atrakcyjnym z naszego punktu widzenia była przedwyjazdowa analiza trip reportów, która wykazała, że właśnie tutaj najdłużej trzymają się późną wiosną niedobitki birginiaków. Wynika to z tego, że zimą to właśnie wokół Vadsø kumulują się one w największej liczbie - około 3500 ptaków. Jeśli więc miało nam się z tym gatunkiem udać, to praktycznie albo w Vadsø, albo wcale. Ponieważ zimujące birginiaki preferują płytkie wody przybrzeżne najlepszymi miejscami do ich obserwacji wydawały się być baseny portowe oraz wciśnięte pomiędzy stały ląd i wyspę Store Vadsøya, zatoki Hamna i Makkeleira.

Stare magazyny portowe i falochron w Vadsø
Vadsø
Po początkowym niepowodzeniu w porcie, gdzie udaje nam się zobaczyć tylko kilkanaście edredonów, przekraczamy charakterystyczny most prowadzący na Store Vadsøya - wyspę, która do początku XVII wieku stanowiła odrębną osadę (jeszcze na początku XX wieku dostać się tu można było tylko łodzią). Ulicą Fabrikkveien dojeżdżamy do starej przetwórni oraz opuszczonych doków i magazynów portowych, za którymi rozpoczyna się falochron (molokroken) zamykający zatokę Hamna od zachodu. Z falochronu obserwujemy jednak jedynie liczne mewy trójpalczaste, 3-4 wydrzyki ostrosterne i kilka rybitw popielatych. Powracamy w rejon mostu i parkujemy auto przed Vadsø Fjordhotell, który reklamuje się jako The birders basecamp. Stąd ścieżką kierujemy się na wschodnią stronę wyspy, objętej ochroną jako park kulturowy (Vadsøya kulturpark). Jego symbolem jest Luftskipsmasta - 35-metrowy maszt wzniesiony w połowie lat dwudziestych minionego stulecia jako urządzenie do zakotwiczenia i wypuszczania sterowców wyruszających w rejon Arktyki. Po raz pierwszy skorzystała z niego w kwietniu 1926 roku wyprawa Roalda Amundsena, Umberto Nobilego i Loncolna Ellswortha. Wyprawa zakończyła się sukcesem: sterowiec Norge N-1 przeleciał nad Biegunem Północnym do Teller na Alasce. W 1928 roku Nobile próbował sterowcem Italia powtórzyć tamten wyczyn - wyruszył ze Store Vadsøya, lecz rozbił się w lodach północno-zachodniego Spitsbergenu. W zakrojonej na szeroką skalę międzynarodowej ekspedycji ratunkowej zginął Amundsen - natomiast winny katastrofie Nobile (zbagatelizował ostrzeżenia meteorologiczne i wprowadził statek powietrzny w burzę śnieżną) został ocalony przez załogę radzieckiego lodołamacza Krasin. Na wyspie zobaczyć też można bunkry i stanowiska strzeleckie z okresu II wojny światowej. Chociaż dzisiaj życie na Varanger toczy się nadzwyczaj spokojnie, pamiętać trzeba, że zarówno w 1940 jak i w 1945 o ten surowy skrawek norweskiej ziemi trwały krwawe i zacięte boje. Pod koniec wojny Niemcy wycofujący się z Finnmarku stosowali taktykę spalonej ziemi, w związku z czym większość osad została niemal doszczętnie zrównana z ziemią. Obszar Vadsøya kulturpark jest również cenny przyrodniczo. Nad krzewiastą tundrą tokują świergotki rdzawogardłe. Zachwyca nas obserwacja 48 płatkonogów szydłodziobych na małym jeziorku Vadsøydammen - nic to jednak nie znaczy wobec faktów z ostatnich lat - na przełomie czerwca i lipca stwierdzono tu bowiem koncentrację liczącą 560 osobników! W końcu rozstawiamy się z lunetami na wyniesieniu terenu na północ od jeziorka skąd rozpościera się świetny widok na zatokę Makkeleira. Krótki rekonesans przynosi wreszcie upragniony moment - w pobliżu usytuowanej na kamienistym brzegu kolonii rybitw popielatych pływa stadko birginiaków - 6 samców i 3 samice!!! Ptaki trzymają się dość blisko brzegu, pośród otoczaków i większych kamieni porośniętych wodorostami - czyli wszystko tak, jak "nakazuje" literatura. Niestety, ubarwienie tylko jednego z samców zbliżone jest do widowiskowej szaty godowej... Do pełnej satysfakcji trzeba będzie jeszcze "dorzucić" kiedyś wybarwionego pana birginiaka;).

Panorama Vadsø ze Store Vadsøya
Świergotek rdzawogardły (Anthus cervinus)
Store Vadsøya - Kolejne tego dnia "płatkonogowe jezioro" i Luftskipsmasta
Jedna z pamiątek burzliwych wojennych dziejów Vadsø
Rybitwy popielate (Sterna paradisaea)
Store Vadsøya - Luftskipsmasta
Store Vadsøya
Store Vadsøya - tablica upamiętniająca wyprawę Amundsena, Ellswortha i Nobile
Birginiaki (Polysticta stelleri)
Birginiaki (Polysticta stelleri)
Birginiaki (Polysticta stelleri) - digiscoping
Na parkingu pożeramy zakupione rano w Tana Bru sałatki - przy okazji dowiaduje się, że składnikami mojej są tylko marchewka z kapustą;). Przy wyjeździe z Vadsø Adam zauważa jeszcze dwa birginiaki pływające po drugiej stronie zatoki - niestety ptaki są mało aktywne i na dodatek mamy je centralnie pod światło. Kontynuujemy jazdę na wschód i wpół do 4-tej docieramy do Ekkerøy - jednej z najstarszych rybackich wiosek nad Varangerfjord, którą dziś zamieszkuje zaledwie około 40 osób. Ciężko uwierzyć, że znajdujący się tu port miał w czasie ostatniego światowego konfliktu duże znaczenie strategiczne - kiedy jednak spojrzymy na mapę uświadamiamy sobie, że kto panował w Ekkerøy, kontrolował zarówno wejście do Varangerfjord jak i granicę ze Związkiem Radzieckim. Świadectwem dramatycznych wydarzeń pierwszej połowy lar 40. XX wieku są ruiny bunkrów i nadbrzeżnych umocnień. Końcówka "øy" w nazwie miejscowości oznacza, że miejsce to było pierwotnie wyspą, jakkolwiek obecnie połączone jest wąskim piaszczystym przesmykiem z półwyspem Varanger. Zaraz po wjeździe do osady mijamy sporą kolonię rybitw popielatych. Krzyśkowi i mnie udaje się stworzyć idealny układ - my poświęcamy dłuższą chwilę na ich fotografowanie podczas gdy pozostali członkowie ekipy zajmują się przygotowaniem obiadu;). Rolę odwracają się po spożyciu posiłku, kiedy wydelegowani zostajemy do mycia garów w Morzu Barentsa. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło - wypełniając obowiązki mamy okazję obserwować stadko 35 biegusów morskich, żerujące na wyplutych przez morze wodorostach. Trafiamy również na jeszcze ciepłe (ale już bez głowy...) truchło jakiegoś walenia - najpewniej morświna. Zarówno moment spożywania przez nas posiłku, jak i rytuał mycia naczyń cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród miejscowych owiec - jedynych zauważalnych przedstawicieli gromady ssaków. Najwyraźniej w Ekkerøy owce nie mają zbyt wielu rozrywek.

Ekkerøy
Rybitwa popielata (Sterna paradisaea)
Rybitwa popielata (Sterna paradisaea)
Rybitwa popielata (Sterna paradisaea)
Rybitwa popielata (Sterna paradisaea)
Mewa siwa (Larus canus)
Ekkerøy czyli cisza, spokój i owce (fot. AC)
Pomijając wojenne pamiątki, Ekkerøy słynie najbardziej z jednego z największych ptasich klifów w Europie - wysoka na 50 metrów skała jest domem około 20 tysięcy par mew trójpalczastych. Stojąc u podnóża klifu łatwo przyswoić sobie informację, że "trójka" jest najliczniejszą mewą świata. Widok na kolonię jest niesamowity - ptaki przesiadują na tysiącach półek skalnych i kotłują się w powietrzu przy akompaniamencie nosowych jęków, które wydobywając się z tysięcy gardeł jednocześnie tworzą harmider nie do opisania. Nie bacząc na nieustające bombardowanie odchodami Paweł wyrusza na poszukiwanie skorup jaj do badań, a nasza pozostała czwórka spaceruje wzdłuż klifu obserwując różne zachowania "trójpalczatek". Pomimo wczesnej pory udaje nam się zobaczyć kilka puchatych pisklaków, które o wiele bardziej przypominają młode osobniki najczęściej odwiedzające nasz kraj;). Pomimo alarmującego tonu opisu w przewodniku, ptaki niewiele robią sobie z naszej obecności, o czym świadczą poniższe zdjęcia. No, może parę razy skierowały w naszą stronę "luki bombowe", ale skończyło się na salwach ostrzegawczych ;).

Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla)
Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla)
Ekkerøy - po lewej klif z kolonią mew trójpalczastych (Rissa tridactyla)
Ekkerøy - klif z kolonią mew trójpalczastych (Rissa tridactyla)
Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla) na klifie w Ekkerøy
Ekkerøy - klif z kolonią mew trójpalczastych (Rissa tridactyla)
Ekkerøy - klif z kolonią mew trójpalczastych (Rissa tridactyla)
Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla)
Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)
Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla)
Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla)
Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)
Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla) w pingwiniej pozie;)
Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla)
Mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)
Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla)
Młoda mewa trójpalczasta (Rissa tridactyla)
Mewy trójpalczaste (Rissa tridactyla)
Warunki obserwacji są komfortowe... (fot. KO)
Brodziec śniady (Tringa erythropus)
Z Ekkerøy kierujemy się dalej na północny-wschód objeżdżając już teraz Varanger od wschodu. W okolicy osady Krampenes zauważamy polującą przy drodze uszatkę błotną. Z auta mamy możliwość obserwacji licznych edredonów, rybitw popielatych, rożeńców, lodówek i innych ptaków tundry, takich jak wydrzyki ostrosterne, płatkonogi szydłodziobe czy bataliony. Tuż przed wioską Skallelv ma miejsce chyba najbardziej kuriozalna historia podczas całej wycieczki. Zatrzymujemy się żeby wymienić informację z holenderskimi ptasiarzami, którzy na poboczu drogi fotografują pardwę mszarną. Z obu stron padają standardowe pytania o birginiaki i turkany, po czym jeden z Holendrów pyta mnie czy widzieliśmy... pasterza różowego. Zatkało mnie - pasterz na Varanger? To byłoby chyba najdalej na północ wysunięte stwierdzenie tego południowego gatunku! Holender widząc mój skonsternowany wyraz twarzy podsuwa mi pod nos "Collinsa" otwartego na stronie rozpoczynającej się szpakiem, a kończącej wilgą - o pomyłce więc nie ma mowy;). Po chwili dowiaduje się absolutnie sensacyjnej rzeczy - w Skallelv od kilku dni przebywa dorosły pasterz! Ponieważ jesteśmy w zasadzie na rogatkach wspomnianej miejscowości, Holendrzy "holują" nas pod właściwy adres. Pasterz przebywa w przydomowym ogródku - zupełniej jak
w ubiegłym roku w Osiecznej;). W pewnym momencie przedstawił się nam jako pasterz w dosłownym tego słowa znaczeniu, kiedy dosiadł... gipsowego baranka. Dla Krzyśka jest to pierwsza obserwacja tego gatunku w życiu i chyba nie do końca wierzy w to co widzi. Zanim opuścimy Skallelv kontrolujemy jeszcze fragment wybrzeża we wsi w efekcie czego obserwujemy pierwszą fokę i standardowy już zestaw ptaków - wydrzyk ostrosterny, nury czarnoszyje (2), biegusy morskie (9), nurniki (6), brodziec śniady (1), krwawodziób, biegus zmienny (2), edredon (40) i rybitwa popielata.

Uszatka błotna (Asio flammeus)
Uszatka błotna (Asio flammeus)
Pardwa mszarna (Lagopus lagopus)
Pardwa mszarna (Lagopus lagopus)
Pasterz (Pastor roseus)
Pasterz (Pastor roseus)
Pasterz (Pastor roseus)
Pasterz (Pastor roseus)

Senna osada Skallelv
Podbudowani niezwykłą obserwacją ruszamy w dalszą drogę. Dojeżdżając do Komagvær zauważamy pokaźne stado edredonów, liczące blisko 400 ptaków (+ 30 lodówek, 5 markaczek i 22 szlachary). Od razu wyczuwamy szansę na turkana i... nie mylimy się! Już po chwili Paweł znajduje pojedynczą samicę! W grupie z samicami edredona ptaka najłatwiej rozpoznać po rozmiarach (jest mniejszy), ciemnym paznokciu na końcu dzioba i ciemnym zajadzie nadającym mu "uśmiechnięty" wyraz twarzy. Podobnie jak w przypadku "zaliczenia" birginiaków zabrakło jedynie pięknego samca w szacie godowej. No ale cóż - nie można mieć wszystkiego. Na brzegu morza żeruje grupa siewek: 12 biegusów morskich, 17 piaskowców, biegus zmienny, 3 sieweczki obrożne i 4 ostrygojady. Zauważamy też pierwsze gęsi zbożowe (2 os.) - gdzie one wszystkie się lęgną? Po kilkudziesięciu minutach zmierzamy już dalej na północ. W rejonie Kiberg już prawie zaliczyliśmy pieśca - gdyby tylko nie okazał się być jasnym lisem!

Turkan (Somateria spectabilis) - digiscoping
Turkan (Somateria spectabilis) - digiscoping
Turkan (Somateria spectabilis) - digiscoping
Lis (Vulpes vulpes), który zgotował nam niezłe emocje...
Zając bielak (Lepus timidus)
Po kilku kilometrach droga rozgałęzia się - główna "E-75-tka" prowadzi prosto na Hamningberg, natomiast my odbijamy w prawo w kierunku tunelu (
Ishavstunnelen) pod Morzem Arktycznym prowadzącego na wyspę Vardøya. Najgłębszy punkt tego cudu techniki znajduje się 88 metrów pod poziomem morza, natomiast jego długość wynosi 2,9 kilometra - wystarczająco dużo, żeby żaden klaustrofob nigdy nie postawił nogi po jego drugiej stronie. Wyjeżdżamy z tunelu i już jesteśmy w Vardø - najdalej wysuniętym na wschód mieście w Norwegii (a nawet dalej niż Kijów czy Stambuł!) i jedynym, położonym w arktycznej strefie klimatycznej. W poszukiwaniu miejsca na camping krążymy dłuższą chwilę po miejscowości, dzięki czemu poczuć możemy jej wyjątkowy charakter. Miasto ma w swojej historii niezwykle ciekawe epizody. W XVII wieku północny kraniec świata, na którym znajduje się Vardø uznany został przez Kościół za siedlisko szatana. Pociągnęło to za sobą krwawe prześladowania kobiet - w latach 1621-1692 oskarżono o czary i spalono na stosie 80 mieszkanek Vardø, które miały rzekomo czcić szatana na wznoszącym się na południe od miasta wzgórzu Domen. W latach 1734-1738 na polecenie króla Christiana VI w mieście wzniesiono Vardøhus Festning - fortecę w kształcie ośmioramiennej gwiazdy. Podczas walk w Norwegii w 1940 garnizon Vardøhus był ostatnim punktem, nad którym powiewała norweska flaga - Niemcy ściągnęli ją dopiero 20 maja, tj. trzy dni po kapitulacji kraju. 25 maja Norwegowie ponownie wciągnęli ją jednak na maszt i chociaż pięć razy była ona następnie zmieniana przez Niemców na proporzec ze swastyką, pięciokrotnie powracała w wyniku działań miejscowych żołnierzy. „Wojna o flagę” trwała do czasu aresztowania komendanta twierdzy kapitana Ronalda Rye Rynninga 7 października i do dziś pozostaje jednym z symboli norweskiego oporu w czasie II wojny światowej. Na wzgórzach za miastem wybijają się kuliste czasze stacji radarów
Globus II, której funkcjonowanie wzbudza wiele kontrowersji. Według oficjalnego stanowiska norweskiej armii radary służą do monitorowania obiektów w kosmosie Spekulacje dotyczące kontrolowania ich przez amerykańskie służby specjalne nabrały na sile, kiedy w 2000 roku podczas burzy został zerwany dach jednej z kopuł ukazując anteny skierowane w kierunku... Rosji (więcej można przeczytać o tym
tutaj i
tutaj). Odwiedzamy też port, który dzięki działaniu ciepłego prądu atlantyckiego jest wolny od lodu przez cały rok - najprzyjemniejszym ptasim akcentem jest tu młoda mewa blada.

Ishavstunnelen
Ulice Vardø
Vardø dziwnymi graffiti stoi... (fot. AC)
Vardø dziwnymi graffiti stoi... (fot. AC)
Kościół w
Vardø
Vardø
Port w
Vardø
Port w
Vardø i widok na Hornøya
Port w
Vardø
Widok na Hornøya
Vardø
Na nocleg wybieramy północny cypel prawego "skrzydła" Vardøya dzięki czemu z namiotów mamy bezpośredni widok na ptasią wyspę Hornøya - nasz jutrzejszy cel! Krótkie spojrzenie przez lunetę powoduje zawroty głowy - ciężko uwierzyć, że te tysiące punkcików w kadrze to ptaki. W dodatku już jutro będziemy je mieć w zasięgu ręki! Tuż koło naszego biwaku znajduje się mała kolonia rybitw popielatych, a wzdłuż kamienistego wybrzeża co chwila krążą mewy trójpalczaste, a także biegus morski i ostrygojad. Niezwykle udany dzień zwieńczyła kapitalna obserwacja ptaków podążających za kutrem rybackim przechodzącym pomiędzy Vardøya i Hornøya, wśród których zauważamy wydrzyka tęposternego, 2 wydrzyki ostrosterne i ponad 200 fulmarów w trzech odmianach barwnych! Noc była chłodna jak na arktyczny klimat przystało - ale czego spodziewać się po miejscowości, której roczna średnia temperatur nie przekracza 10°C!
Nasz camping z wyspą Hornøya w tle
Fulmary (Fulmarus glacialis) w stadzie mew