niedziela, 28 lipca 2013

Polowanie na "motyla" - Tatry 7-9 VII 2013


Niedziela, 7 lipca 2013 r., 9 rano. Zajeżdżam na parking przy wejściu do Doliny Kościeliskiej. Wita mnie ponury parkingowy o minie porucznika Columbo i informuje o konieczności wniesienia opłaty 20 złotych za pozostawienie auta na kilka godzin. Zdzierstwo! Przekazałem gotowiznę i czekając na resztę przejrzałem się w lusterku, ale to był błąd. Podekscytowana, wpatrująca się we mnie twarz przypomniała mi tylko, jakie emocje we mnie grają. Jak gdyby trzeba mi było o tym przypominać! Wyjrzałem więc przez okno i pomyślałem o wszystkich poprzednich, chybionych próbach zobaczenia pomurnika, podczas których byłem za każdym razem niemalże pewien, że "to stanie się już". Tym razem, po raz pierwszy miałem wrażenie, że zakończy się klapą. Może myślenie odwrotne coś pomoże? A może po prostu pogodziłem się z losem? A zresztą - co ma być, to będzie, a jak stwierdził pewien hiszpański pisarz:, przeznaczenie do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka - trzeba za nim ruszyć

*     *     *

Po krótkiej pauzie regeneracyjnej wchodzę na szlak i na dobry początek zauważam pluszcza karmiącego młode. Chwilę potem dołączam do hałaśliwej pielgrzymki sunącej doliną w stronę Przełęczy Iwaniackiej. Trudno się w tym tłumie wyciszyć, a jeszcze trudniej od niego uciec, ale taki już urok niektórych tatrzańskich szlaków o tej porze dnia i roku. Przy takim natężeniu ruchu nie ma co liczyć na drozdy obrożne, które o świcie, spotkać można na polanach tuż przy ścieżce. W drodze obserwuję głównie, żerujące w Kościeliskim Potoku pliszki górskie.


Tłumy w Dolinie Kościeliskiej
Kościeliski Potok
Pluszcz (Cinclus cinclus) z pokarmem dla młodych
Pliszki górskie (Motacilla cinerea)
Samiec pliszki górskiej (Motacilla cinerea)

Po trzech kwadransach dochodzę na Pisaną Polanę. Spoglądam na zamglone Zdziary Pisaniarskie - widok może nie z tych co to zapierają dech w piersiach, ale w mojej subiektywnej ocenie, jeden z najładniejszych w dolinie. Moją uwagę przykuwa jednak ruch na tle Kominiarskiego Wierchu - albo mi się zdawało, albo przed chwilą widziałem tam ptaka. Z pewnością to był tylko omam, ale zaczynam wertować lornetką zamglony szczyt góry i po chwili znajduje drapola, bardzo dużych rozmiarów! Ptak podnosi się wyżej i mam go teraz na tle nieba - to dorosły orzeł przedni! Za chwilę dołącza do niego drugi osobnik i przez minutę oba kołują nad szczytem. Prowadzę w lornetce jednego z ptaków, kiedy obraz przecina mi sylwetka sokoła, co więcej - sokoła wędrownego! Piękny początek, a tymczasem w tle majaczy już Raptawicka Turnia. Oby dobra passa potrwała jeszcze chwilę... Ostatni kwadrans do rozpoczęcia czarnego szlaku pod górę ciągnął się niemiłosiernie, aż w końcu stanąłem u podnóża swojej ornitologicznej Golgoty. Ostatni naiwny rzut oka na niewyraźną przy tej pogodzie ścianę (może przeleci i nie trzeba będzie się tam wspinać?) i przychodzi mi na myśl jeszcze jedno bibilijne skojarzenie: "Mojżesz, wszedłszy w pośrodek mgły, wstąpił na górę i był tam dni czterdzieści". No, miejmy nadzieję, że tyle to nie potrwa... Łapię się za łańcuchy i ruszam ku przeznaczeniu.


 Zamglone szczyty Zdziarów Pisaniarskich
Widok na Zdziary Pisaniarskie z Pisanej Polany
Orły przednie (Aquila chrysaetos) nad Kominiarskim Wierchem
Kościeliski Potok 

"Góry wysokie, kto mi z wami walczyć każe..." - szeptałem w duchu, wdrapując się na kolejny kamień, stanowiący element niezbyt wygodnej ścieżki wiodącej pod Raptawicką Turnię. Stanąłem na chwilę, żeby złapać oddech i spojrzałem do góry. Ściana była tuż tuż. Podobnie jak deszczowo-burzowe chmury, który nadciągały nad nią z wszystkich stron. No pięknie! Nie po to wdrapuję się tym podejściem kolejny rok z rzędu, żeby zobaczyć "najpewniejsze w Polsce miejsce, w którym żyje pomurnik". Ja chcę w końcu, do licha ciężkiego, zobaczyć samego pomurnika! A bardziej od mojej osoby, nie lubi on chyba tylko "wygrzewania się" na stromiznach Raptawickiej Turni w deszczu (zbyt wiele razy mogłem się o tym przekonać...) Mój niepokój powiększały jeszcze dwie rzeczy: po pierwsze, nie za dobrze czuję się w roli piorunochronu - a taka rola najwyraźniej była mi pisana w nadchodzących minutach, które standardowo staną się godzinami oczekiwania na nieistniejącego dla mnie ptaka. No ale może nie będzie tak źle i burza biorąc przykład z pomurnika nie nadejdzie? Po drugie - tłumy rozwrzeszczanych niedzielnych turystów dotarły nawet tutaj. Chwilami przed podejściem do Jaskini Raptawickiej tworzyła się kolejka, którą było słychać chyba na Ornaku. Collins pisze o pomurniku jako o ptaku "raczej milczącym". W tej chwili miałem nadzieję, że jest też "raczej niesłyszący". W przeciwnym wypadku za nic się tu nie pokaże... Ale dosyć marudzenia. Wzdłuż ścieżki zauważam ciekawe okazy alpejskiej flory - stosunkowo łatwo wypatrzeć przelot alpejski, zanokcicę zieloną, szarotkę alpejską i zerwę kulistą i wiele innych. Po uwiecznieniu wybranych okazów na zdjęciach wybieram miejsce, z którego widoczna jest większa część turni i rozpoczynam oczekiwanie na pomurnika. Nie zdążyłem się dobrze rozsiąść, kiedy usłyszałem głos wójcika! Ptak śpiewa gdzieś na dole, blisko szlaku. Postanawiam, że rozprawię się z nim schodząc. 


 Raptawicka Turnia
 Szarotka alpejska (Leontopodium alpinum)
Raptawicka Turnia z innej perspektywy

Minęły dwie godziny i nic. Szyję mam już dobrze "przepracowaną" (najciekawiej dało się to odczuć na drugi dzień z rana...). Wójcik śpiewa niestrudzenie i jest szansa, że chociaż jego uda się zaobserwować - o ile nie będę tu przesiadywać do zapadnięcia ciemności. Na pocieszenie mam piękny widok na Dolinę Kościeliską, Ornak i Zdziary Pisaniarskie. Wtem, w pewnym momencie, coś drgnęło na skale! Wpatruję się w litą ścianę, ale nie udaje się jej przebić spojrzeniem - a gdzieś tam za załomem widać było ruch! Nagle z turni odrywa się mały, ciemny ptak, rozpościera piękne, czerwone skrzydła i już wiem, że to samiec POMURNIKA!!! Dosłownie pojawia się i rozpływa - nawet kiedy widzę, gdzie siada na skale, po chwili mam problem z odnalezieniem go przez lornetkę. Zadziwiające jest też, jakich gładkich stromizn potrafi się utrzymać. Dało się zauważyć, że pomurnik ma w dziobie pokarm - za moment jest już jasne dlaczego! Ptak wlatuje bowiem w szczelinę, gdzie najwyraźniej jest gniazdo z młodymi! Po około 40 sekundach wylatuje i przemyka mi nad głową, wolnym, "motylim", ślizgowym lotem, odlatując na tyły turni - skojarzenie z motylem potęgują jeszcze niesamowicie wyglądające w locie skrzydła. Przedstawienie trwało zdecydowanie za krótko - ciągle mi mało i chcę jeszcze! Czekam więc dalej i dalej. Pomurnik wraca dopiero po półtorej godziny. Tym razem pojawia się na szczycie skały, gdzie pięknie mruga czerwienią skrzydeł. Przez kolejne kilkadziesiąt sekund schodzi w dół do gniazda, ale tym razem zaniepokojony obecnością turystów zdobywających jaskinię, płoszy się i odlatuje na drugą stronę doliny, w kierunku Wąwozu Kraków. Fantastyczny ptak! Na więcej już dziś liczyć raczej nie można. Schodzę w dół i po drodze próbuję wypatrzeć, wciąż śpiewającego wójcika. Kiedy się nie udaje, odtwarzam śpiew z mp3, licząc na to, że ptak zareaguje, podleci bliżej i da się udokumentować. Zareagował, owszem, ale milknąc definitywnie. Nie wiem co takiego wyśpiewuje wójcik z nagrania, ale to nie pierwszy raz, kiedy jego odegranie skutkuje w ten sposób. Ku przestrodze!

Pomurnik (Tichodroma muraria) - siedzącego ptaka łatwo przeoczyć...
... ale w locie nie sposób! 
 Udało się!
 Górówka euriala (Erebia euryale) - najczęściej spotykana w Tatrach górówka
 Kościeliski Potok
Niektórym to dobrze...

Na dziś starczy już wrażeń - wracam do pojazdu i jadę zakwaterować się w spokojnej dzielnicy Zakopanego, Mraźnicy. Wieczorem jest jeszcze czas żeby przespacerować się Drogą pod Reglami i zwiedzić kilka zakopiańskich zabytków (o tej porze, już bez tłumów turystów) m.in. Cmentarz Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku.

 *     *     *

Kolejnego dnia wstaję o 4 rano - poświęcenie konieczne, żeby zdążyć na pierwszy wagonik kolejki na Kasprowy Wierch. Drogą pod Reglami, szybkim marszem docieram do Kuźnic w niecałe półtora godziny. Rychło w czas, bo "kolejka do kolejki" jest już spora. Wjeżdżam na górę o 6:50 wsłuchując się w burzliwe dyskusje współpasażerów, wirujące wokół kwestii: "A co by było gdyby lina się zerwała?". Aż chciało się na głos skwitować: "A to by było trzeci raz w tym tygodniu!". 77-letnie statystyki kolejki nie uległy jednak pogorszeniu i 4291,59 metrów dzielących mnie od stacji górnej pokonuję bez przygód. Na górze uderza we mnie chłodny wiatr - jest zaledwie 7 stopni. Już po chwili słyszę pierwsze siwerniaki, których głosy będą mi towarzyszyć przez niemalże cały dzień. Ptaki intensywnie karmią i nie ma zbytniego problemu z ich wypatrzeniem. Widok jest znakomity - dolinę spowija warstwa chmur i mam wrażenie, jakbym spoglądał na nią z okna samolotu. Po chwili chmury przechodzą przez sam szczyt i przez spory kawał czasu widoczność jest mocno ograniczona. Kiedy się poprawia, ruszam na poszukiwania płochaczy halnych, które zwykle przebywają w pobliżu stacji meteorologicznej. Tym razem nie ma żadnego... Lustruję jeszcze przez lornetkę okolicę i w pewnym momencie na skale zauważam kozicę - to dla mnie pierwsza obserwacja tego gatunku! Sympatyczny zwierzak dał się obserwować blisko dwie godziny. W międzyczasie podziwiam góry, wysokogórską florę i mało płochliwe siwerniaki.

Kuźnice, 6:50 - kolejka już sięga schodów!


Siwerniak (Anthus spinoletta)
Siwerniak (Anthus spinoletta)
Siwerniak (Anthus spinoletta)
Siwerniak (Anthus spinoletta)
Siwerniak (Anthus spinoletta)
Siwerniak (Anthus spinoletta)
Siwerniak (Anthus spinoletta)

W natarciu na siwerniaka...


Spoza chmur wyłoniła się kozica (Rupicapra rupicapra)!
Kozica (Rupicapra rupicapra)


Siwerniak (Anthus spinoletta)
Siwerniak (Anthus spinoletta)
Siwerniak (Anthus spinoletta)
Rojnik górski (Sempervivum montanum)

Czerwonym szlakiem podchodzę na Beskid (2012 m. n.p.m.) - dopiero tutaj udaje się zobaczyć pierwszego płochacza. Ptak biega metr, dwa przede mną i muszę uciekać od niego, żeby obiektyw zaczął ostrzyć. Z kilkudziesięciu zdjęć, wyszły zaledwie dwa, dokumentujące to spotkanie. Za Przełęczą Liliowe skręcam na zielony szlak i schodzę nim do czarnego, który prowadzi nad Zielony Staw. Po drodze słyszę świstaka, którego jednak nie udaje się wypatrzeć... Obserwuję za to kruki, kopciuszki, jerzyki i czyże. Widoki są przepiękne - zwłaszcza ten na Orlą Perć, Kośćielce i Granaty. Ale może nie będę ich opisywać... niech przemówią fotografie ;).

Widok na Kasprowy Wierch ze szlaku na Beskid
Uhrocie Kasprowe


Kruk (Corvus corax) nad zboczami Beskidu
Kasprowy Wierch i Goryczkowa Czuba (za chmurami)
Płochacz halny (Prunella collaris) na stokach Beskidu
Stawy Gąsienicowe i Żółta Turnia
Beskid

Widok z Beskidu na Czerwone Wierchy i Tatry Słowackie
Widok z Beskidu na Pośrednią Turnię i Świnicę
Ścieżka z Beskidu schodzi początkowo dość stromo...
Słowackie Liptovské Kopy: z prawej, pod "czapką" z chmur: Vel'ká Kopa (2052 m n.p.m.); po lewej wyróżniający się z masywu Tatr Wysokich szczyt Kriváň (2494 m. n.p.m.)


Przełęcz Liliowe...
... tonąca w żółci starców jakubków
Stąd już "prosto w dół" w Dolinę Gąsienicową...
Beskid z innej perspektywy...
Widok na Dolinę Gąsienicową
Beskid raz jeszcze...
Zielony Staw Gąsienicowy położony w polodowcowym kotle poniżej Skrajnej Turni
Zielony Staw Gąsienicowy - w tle fragment Grani Kościelców, a za nią (od lewej): Mała Koszysta, Żółta Turnia, Waksmundzki Wierch i Granaty
Piękny widok na "groźne" tatrzańskie szczyty: Kościelec, Kozi Wierch i Zawrat
Malowniczy szlak z Beskidu w Dolinę Gąsienicową
Zielony Staw Gąsienicowy
W piętrze kosodrzewiny...

Widok na Kasprowy Wierch i Nalepki
Wyciąg krzesełkowy w Dolinie Gąsienicowej
Dzwonki alpejskie (Campanula alpina)
Staw Troiśniak
Litworowy Staw
Litworowy Staw
Widok na Kościelec, Zawrat i Świnicę

Nad Zielonym Stawem nabieram sił do dalszego marszu, jednocześnie wypatrując kolejnego, gwiżdżącego świstaka i podziwiając piękne pstrągi źródlane, które podpływają do nas na kilkadziesiąt centymetrów. Przy dobrym świetle, takim jak tego dnia, widać też dlaczego nazwa stawu jest taka, a nie inna...

Zielony Staw - naprawdę zielony!
Widok z północno-wschodniego brzegu 
Pstrąg źródlany (Salvelinus fontinalis)
Krzyżówka (Anas platyrchynchos) - nawet na 1672 metrach czuje się dobrze...
Trochę wody dla ochłody...

Jeszcze intensywniej "zielony" staw...
Wełnianka pochwowata (Eriophorum vaginatum)

Kontynuuję wędrówkę czarnym szlakiem, aż do Hali Gąsienicowej. Przy schronisku Murowaniec odbijam w lewo na szlak niebieski, prowadzący na Przełęcz Między Kopami (1499 m. n.p.m.). Zostawiam z prawej Skupniów Upłaz i skręcam na żółty szlak - Siodłową Percią schodzę do Doliny Jaworzynka. W kwaterze jestem ok. 17:30.

Szczyty Kościelca, Zawratu i Świnicy - wyzwanie na inną wycieczkę;)
W Dolinie Gąsienicowej
W Dolinie Gąsienicowej
Macierzanka karpacka (Thymus carpaticus)

Staw Samotniak
Hala Gąsienicowa
Hala Gąsienicowa
Niestety, to też niemalże codzienność w Tatrach - akcja ratunkowa TOPR-owców...
Siodłowa Perć i Skupniów Upłaz - w tle Zakopane
Dolina Jaworzynka
Formacje skalne na zboczach Doliny Jaworzynka
Dolina Jaworzynka

*     *     *

Prognozy są dobre i chcę intensywnie wykorzystać również dzień trzeci. Nie mam dla siebie litości i budzik ponownie zrywa mnie ze snu o podobnej co dzień wcześniej godzinie. Podjeżdżam na Palenicę Białczańską i wkraczam na jeszcze niezbyt zatłoczoną Ceprostradę. Po około godzinnym spacerze, urozmaiconym bliską obserwacją jelenia i zniczka, po minięciu Wodogrzmotów Mickiewicza, dochodzę do początku zielonego szlaku w Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Droga prowadzi malowniczą, lesistą Doliną Roztoki, wzdłuż potoku o tej samej nazwie, w większej części przez wysokopienny las. W miarę wygodne dojście ciągnie się aż do Końskiego Żlebu, który schodzi z przełęczy między Świstową Czubą a Niżnią Kopą, a następnie, już bardziej forsowny odcinek, wiedzie przez Bacową Wantę do wodospadu Siklawa, którego potężna struga spada z wysokości prawie 70 metrów. Napełniam niemalże puste butelki pyszną "siklawianką" (najlepsza pod ciśnieniem, prosto z wodospadu!) i ruszam w drogę - teraz czeka mnie męczące, 45-minutowe podejście stromo pod górę przez kosówki. Jego trudy wynagradzają krajobrazy: na całej długości szlaku, po prawej stronie rozpościera się piękny widok na Kozi Wierch, grzbiet Wołoszyna, rozdzielający Dolinę Roztoki od Doliny Waksmundzkiej i Niżnie Rzędy, z których spływają wody Buczynowej Siklawy. Po kilkunastu minutach dochodzę do Wrótek - małej szczerby w grzędzie, skąd rozciąga się piękny widok na spływający z pionowego w tym miejscu progu doliny, wodospad Siklawa.

Parking na Palenicy Białczańskiej: rano pusty - późnym popołudniem wypełniony po brzegi autami...
I równie pusta w godzinach porannych Ceprostrada na Morskie Oko...
 Zniczek (Regulus ignicapillus)
Zniczek (Regulus ignicapillus)
Jeleń szlachetny (Cervus elaphus)
Jelen szlachetny (Cervus elaphus)

Potok Roztoka - motyw przewodni na zielonym szlaku...
 ... który początkowo prowadzi przez taki krajobraz
 Piękna gra światła i cieni... - szałas na polanie Nowa Roztoka i Kozi Wierch
 Może ktoś pomoże w identyfikacji?
 Kozi Wierch i Granaty "domykają" dolinę od północnego-zachodu
Modrzyk górski (Mulgedium alpinum)
 Buczynowa Siklawa na zboczu Niźnich Rzędów
 Kozi Wierch (2291 m. n.p.m.)
 Fragment masywu Wołoszyna
 Okolice Bacowej Skały 
 Kozi Wierch góruje nad okolicą...
Wodospad Siklawa
 Siklawa z dołu...
 ... i z góry
Masyw Wołoszyna

W końcu docieram do Wielkiego Stawu Polskiego - położonego u zboczy Miedzianego na wysokości 1665 m. n.p.m. najgłębszego (79,3 m.) i najdłuższego (998 m.) jeziora w Tatrach. Zatrzymuję się w okolicy odpływu z charakterystycznym wielkim głazem zanurzonym w zielonkawej toni - pozostałością po morenie czołowej. Skręcam na niebieski szlak, mijam Mały Staw i dochodzę do Przedniego Stawu Polskiego, w którego kierunku, od południowego wschodu opadają stoki Opalonego Wierchu. Nad brzegiem jeziora znajduje się najwyżej położone w Tatrach Polskich schronisko. W wodzie o zielonożółtej barwie pływają pstrągi źródlane. Godzinna przerwa nad brzegiem stawu zaowocowała obserwacją pięknego, młodego osobnika orła przedniego!

 Wielki Staw Polski
 Wielki Staw Polski
 Pozostałość po morenie czołowej w okolicy odpływu Wielkiego Stawu Polskiego
 Wielki Staw Polski
 Porośnięte kosówką zbocza Koziego Wierchu, odbijające się w wodach Wielkiego Stawu Polskiego
 Wielki Staw Polski - ponad nim Niżni Kostur, Kotelnica i Gładki Wierch
Kozi Wierch (2291 m. n.p.m.)
 Wielki Staw Polski
 Wielki Staw Polski - ponad nim Niżni Kostur, Kotelnica i Gładki Wierch
 Strażnicówka TPN, dawniej schronisko nad Wielkim Stawem Polskim
 Mały i Wielki Staw Polski
 Mały i Wielki Staw Polski
 Przedni Staw - po lewej schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich
 O jezioro opierają się zbocza Opalonego Wierchu i Miedzianego
 Przedni Staw Polski w pełnej okazałości
Młody orzeł przedni (Aquila chrysaetos)

Po odpoczynku nad Przednim Stawem Polskim kontynuuję marsz niebieskim szlakiem, prowadzącym w kierunku Świstowej Czuby (1763 m. n.p.m.). Szlak jest relatywnie nietrudny, ale bardzo mozolny - trzeba dawać dobre baczenie na ruchliwe kamienie, zwłaszcza na odcinku, gdzie dolinka opada urwistą ścianą o wysokości ok. 300 m. (podobno najbardziej spadzistą w całych Tatrach) do samej Doliny Roztoki. Co ciekawe, do 1956 roku szlak prowadził po jeszcze mocniej pochyłym zboczu, na którym do lata zalegał płat zlodzonego śniegu - często zdarzały się tu obsunięcia turystów, którzy spadali w przepaść. Do 2003 roku zginęło tutaj kilkunastu ludzi, a co gorsza, do dziś zdarzają się przejścia nieświadomych zagrożenia osób starą ścieżką...
Widok ze Świstowej Czuby na Dolinę Pięciu Stawów, Kozi Wierch, Dolinkę Buczynową, Wołoszyny i Opalone zapiera dech w piersiach...

 Pożegnanie ze Stawami Polskimi...
 Wyżnia Kopa i schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich
 Droga na Świstówkę usłana tysiącami, różnej wielkości, bloków skalnych




 Masyw Wołoszyna widziany ze Świstowej Czuby
 Masyw Wołoszyna widziany ze Świstowej Czuby
 Masyw Wołoszyna widziany ze Świstowej Czuby
 Stoki Świstówki ostro opadają do Doliny Roztoki - trzeba uważać...
  Masyw Wołoszyna widziany ze Świstowej Czuby


 Widok w stronę Doliny Pięciu Stawów Polskich
 Nie patrzeć w dół! Ścieżka prowadzi tuż nad krawędzią ok. 300-metrowej przepaści...

 Widok na Dolinę Roztoki
 ... i Dolinę Pięciu Stawów Polskich 
Krajobraz ze szczytu (w kierunku wschodnim)
 Widok zapierał dech w piersiach...

Po nasyceniu oczu widokami, schodzę do Świstówki Roztockiej (1706 m. n.p.m.), która swoją nazwę wzięła od mieszkających tu świstaków (jednego słyszałem, potwierdzam!). Jest ona płytkim, wypełnionym tysiącami bloków skalnych, kotłem polodowcowym, wcinającym się między granie opadające spod Opalonego Wierchu. Po wyjściu z kotlinki na Wolarnię (1706 m. n.p.m.), zwaną inaczej Rówienią nad Kępą, rozpościera się przede mną wspaniały widok na Tatry Wysokie okalające Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami. Nic dziwnego, że z tego miejsca malowali pejzaże Tatr m.in. Leon Wyczółkowski, Walery Eljasz-Radzikowski i Wojciech Gerson. Wbrew pozorom, bardziej męczące od podejścia na Świstową Czubę, okazało się zejście do schroniska, które składa się z wysokich i nierównych skalnych schodów. Największa atrakcja czekała mnie około pół godziny przed Doliną Rybiego Potoku, gdzie szlak przecina żleb opadający z Opalonego Wierchu. Na stromej ścieżce leży tam piarg z którego trzeba zjechać na plecach krawędzią urwiska ;) Da się tam oczywiście zejść, ale naprawdę nie jest trudno dokonać tego lotem koszącym w Dolinę Rybiego Potoku... Podobno w tym miejscu były kiedyś łańcuchy i chciałbym usłyszeć choć jeden sensowny argument, dlaczego teraz ich tam nie ma... Śmierć w oczach miałem jeszcze kilkanaście minut po pokonaniu tego miejsca, ale na szczęście krajobrazy nie pozwalały na zbyt długie rozmyślania nad cienką nicią własnej egzystencji.

Usłane głazami zbocza Opalonego Wierchu
 Przed nami grzbier Opalonego (1621 m. n.p.m.)

 Przerwa na regenerację...

 Widok na Opalone
 Widok na Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami z Wolarni
Dolina Rybiego Potoku zamknięta od wschodu Żabią Granią i Siedmioma Granatami

W końcu dochodzę do Morskiego Oka - atmosfera jak na "Monciaku". Tłumy turystów opanowały schronisko, ławki, barierki i chodniki wokół niego. To samo dotyczy północnego brzegu jeziora, gdzie nie ma wolnego kamienia, na którym dałoby się spocząć. Zgroza. Jednak nie wszystkim to przeszkadza - konkretnie, mowa tu o orzechówkach, które nauczyły się korzystać z obecności człowieka. Ptaki dają się karmić z ręki (zwłaszcza frytkami...) co daje okazję do wykonania całkiem przyzwoitych zdjęć, albo spojrzenia ptakowi prosto w oczy z 20 centymetrów. Krótka sesja fotograficzna i uciekam stąd czym prędzej. Zwłaszcza, że skończyła mi się woda, a kiszki marsza grają. Cudownym zrządzeniem losu trafiam na źródło, gdzie mogę się napoić - jestem ocalony ;). Na parking docieram ok. 17:30 i trzeba było widzieć mnie, atakującego talerz z jedzeniem, w jednym z zakopiańskich barów, godzinę później... Są jednak chwile dla których warto głodować, a te, spędzone w Dolinie Pięciu Stawów, z pewnością do takich się zaliczają. Z ciężkim sercem przyszło mi wracać do rzeczywistości kolejnego dnia. Mimo, że tegoroczne Tatry uraczyły mnie wszystkim czego sobie życzyłem, z pewnością znajdzie się 100 kolejnych powodów, dla których będę tu wracać.

 Morskie Oko
 Morskie Oko
Orzechówka (Nucifraga caryocatactes)
Orzechówka (Nucifraga caryocatactes)
 Riwiera nad Morskim Okiem...
 Widok na Mięguszowickie Szczyty i Rysy z Włosienicy
Wodogrzmoty Mickiewicza przy Ceprostradzie

2 komentarze: