poniedziałek, 1 lutego 2016

Holandia po raz drugi (23-24 I 2016) - na spotkanie wiośnie i egzotyce

Zimowa aura nie nastrajała w ostatnich tygodniach do planowania poważniejszych wycieczek za ptakami po Polsce. Ponieważ na ostatnim porządnym ptasim wyjeździe byłem w sierpniu, nic dziwnego, że ckniło mi się już za nowymi miejscami i gatunkami, których nie spotykam w terenie codziennym. Po cichu liczyłem, że okazji do ciekawej peregrynacji dostarczy jakaś super-rzadkość, jednak pomijając noworocznego dropa, który ulotnił się szybciej, nim zdążyłem zareagować na wieść o jego wykryciu, takich okazji na przełomie 2015/2016 nie było. Swoje nienasycone spojrzenie skierowałem więc na Warszawę, skąd od połowy stycznia meldowana była amerykańska mewa delawarska - wprawdzie już widziana przeze mnie w styczniu 2014 roku w Ostródzie, ale nie na tyle komfortowo, żebym nie czuł potrzeby, by do "zamorskiego" tematu powrócić. Ostatecznie jednak, postanowiłem nie zadowalać się paremią "na bezrybiu i rak ryba" i zamiast pocieszać się "delawarskim rakiem" zmienić rejon połowów na bardziej zarybiony;). Szybko znalazłem wspólny mianownik dla sformułowań "nowy teren", "nowe gatunki" i "mnogość ptaków" - Holandia! Dzięki rozbudowanej (i darmowej!) sieci dróg na zachód od Odry i Nysy Łużyckiej, pomarańczowa kraina znajduje się w zasięgu około 9 godzin jazdy z Opola. Od początku roku śledziłem intensywnie rozwój wydarzeń w Niderlandach i wiedziałem, że atrakcji jest aż za dużo, jak na jeden weekend - przede wszystkim pierwszy dla Holandii słowik rubinowy - poza Uralem, w "WestPalu" przeogromna rzadkość! Ponadto, kolejne azjatyckie gatunki: świstunka brunatna, świstunka ałtajska i trznadel białogłowy. Jak zwykle w tym okresie nie brakowało też amerykańskich i północnych akcentów - tym razem w postaci m.in. ogorzałki małej, gągołka i kilku lodowców. Jeśli dodać do tego reprezentantów tzw. "drobiu" - aleksandrettę większą i łabędzia czarnego, których nie było mi dane zobaczyć w 2015 roku, a które dzięki stabilnym populacjom lęgowym "zaliczalne" są tylko w Holandii, miałem wyrysowany na szybko plan wyjazdu. Pertraktacje przeciągały się w nieskończoność i dopiero w dniu wyruszenia w drogę wyjazd był przesądzony. Skład: Paweł Kołodziejczyk, Krzysiek Ostrowski, Tomek Grochowski, Michał Skóra i ja. Termin: weekend 23-24 stycznia 2016.
Późnym piątkowym wieczorem, już w komplecie wyjeżdżamy z okolic Masywu Ślęży w kierunku autostrady A4, pozostawiając za sobą dziewiętnastostopniowy mróz. Aż do Magdeburga droga przebiega bez większych komplikacji. W Saksonii dostajemy się w centrum śniegowej zadymki, wzbogaconej o gęsty kożuch mgły i gołoledź, przez co ponad półtorej godziny poruszamy się z prędkością 40 km/h. Bliżej holenderskiej granicy zaczyna się na szczęście przejaśniać i świt zastaje nas pod czystym niebem i ze słupkiem rtęciowym przekraczającym 10 stopni w plusie. Pierwszy postój na stacji benzynowej przynosi miłe dla ucha wiosenne trele zięb, pełzaczy, kowalików i sikor oraz obserwacje grzywaczy i czarnowronów. Jeszcze nie zobaczyliśmy niczego specjalnego, a radości już co niemiara - nie ma to, jak skrócić sobie oczekiwanie na wiosnę! ;)
Nasz pierwszy poważny cel znajduje się niedaleko - od tygodnia, z przygranicznego Enschede meldowana była, gniazdująca na Syberii świstunka brunatna. Dojeżdżamy do schludnej dzielnicy De Broeierd, gdzie parkujemy auto w pobliżu areny piłkarskiej popularnego w Holandii klubu FC Twente. Wraz z napotkanym birdwatcherem podążamy w kierunku małego kompleksu stawowego Retentiegebied Kristalbald. Po paru minutach jesteśmy na miejscu, o czym świadczy chociażby obecność ośmiu osób z aparatami i lornetkami wycelowanymi w wąskie trzcinowisko porastające brzeg kanału odpływowego jednego ze stawów - to tutaj pojawia się świstunka brunatna, która również na lęgowiskach preferuje podobne zarośla w miejscach podmokłych. Uspokojeni na starcie informacją, że ptak był tu przed chwilą, czekamy zaledwie parę minut - świstunka wyskakuje nagle z kłębowiska uschniętej trzciny i siada na jednym ze złamanych źdźbeł! Przez kolejne minuty przekonujemy się, że jest to gatunek bardzo skryty. W końcu udaje nam się jednak dojrzeć diagnostyczne cechy: małą projekcję lotek, cienki i spiczasty dziób, cienkie i jaśniejsze niż u pierwiosnka nogi, szarobrązową i ciemną tonację ubarwienia bez śladu żółci na bokach i podogoniu oraz ostro zarysowaną jasną brew. Przewodnik "Collinsa" ostrzega o ryzyku pomyłki ze strzyżykiem i mamy okazję przekonać się, że coś jest na rzeczy, kiedy mały "troglodyta" wyłania się z tego samego co świstunka trzcinowiska ;).

Retentiegebied Kristalbald w Enschede
Na miejscu czeka już grupa tłiczerów
Świstunka brunatna (Phylloscopus fuscatus)
Świstunka brunatna (Phylloscopus fuscatus) - świetnie widoczna mała projekcja lotek
Świstunka brunatna (Phylloscopus fuscatus)
Świstunka brunatna (Phylloscopus fuscatus)
"Beware of the Wren"! ;) - strzyżyk (Troglodytes troglodytes)
Odnoszę wrażenie, że każdy holenderski kanał ma swoje kokoszki (Gallinula chloropus)
1-0 dla nas :)
Tłiczerzy w miejscu stwierdzenia świstunki brunatnej
Cyraneczki (Anas crecca)

Ze świstunką poszło gładko - rzucamy jeszcze okiem na najbliższy staw, gdzie za sprawą licznych cyraneczek, krakw i gęgaw wiosnę czuć już na całego, po czym ruszamy w dalszą drogę na spotkanie z kluczowym gatunkiem naszej wyprawy: pierwszym dla Holandii słowikiem rubinowym, obserwowanym od 15 stycznia w Hoogwoud! Trasa prowadząca najpierw na zachód do Amsterdamu, a następnie na północ przez prowincję Noord-Holland przynosi szereg ciekawych obserwacji dokonanych z... autostrady ;). Wszędzie na polach obecne są bardzo duże ilości gęsi, wśród których wypatrujemy m.in. stadko 11 bernikli kanadyjskich pod Wijdewormer, pojedyncze ohary, grupę ponad 50 łabędzi czarnodziobych niedaleko Laren i oczywiście gęsiówki egipskie, które w Holandii są na porządku dziennym. Na polach pod Bathmen zauważamy 20 kulików wielkich, a w kilku miejscach również czajki, których największe stado pod Wijdewormer przekracza z pewnością 500 osobników. Nie dziwię się, że w Holandii birdwatching jest sportem narodowym - ptaki są tu dosłownie wszędzie i to w ilościach hurtowych - ciężko o lepszą motywację do rozpoczęcia przygody z lornetką!
Około 12:30 docieramy do Hoogwoud - małej mieścinki z bardzo ładną i gustowną szeregową zabudową (o którym holenderskim miasteczku nie można by tego powiedzieć?). W pobliżu domów, pomiędzy którymi pojawia się słowik z trudem znajdujemy miejsce do parkowania - ciężko powątpiewać, że z powodu słowika ;). Wysiadamy z auta i zauważamy tłum ludzi z aparatami i lornetkami - 60-70 osób lekką ręką - okupujących wąski chodnik pomiędzy posesjami i podwórko jednej z nich. Kolejne kilkadziesiąt osób rozstawionych jest z przeciwnej strony chodnika, na którym od wczoraj pojawia się najczęściej obiekt pożądania wszystkich tu zgromadzonych. Wciąż docierają nowe i nowe osoby - istne oblężenie. Przez pierwsze dni ptak wizytował podwórko jednego z domów, za którego udostępnienie pobierano opłatę 5 euro - pieniądze zebrane od kilkuset osób przekazane będą na cele charytatywne. Na spragnionych i wygłodniałych obserwatorów czeka catering. Przy okazji muszę wspomnieć, że na holenderskim portalu dutchbirding.nl na bieżąco aktualizowana jest sytuacja z ptakiem, a także wskazówki dla obserwatorów obejmujące m.in. najszybszy dojazd z lotniska Schiphol, wybór miejsc do parkowania, rezultaty najnowszych konsultacji z mieszkańcami oraz godziny otwarcia posesji. Wow! Etyka obserwatorów jest godna podziwu - szereg, przed który nie wyrywa się żaden z tłiczerów, wytwarza się samoistnie. Nikt nie wchodzi na trawnik ani żywopłoty. Nikomu nie przyjdzie do głowy wabienie ptaka. Wszyscy czekają grzecznie aż słowik pojawi się sam :). W ostatnich dniach jego ulubionym miejscem dziennego pobytu było drzewko laurowe przytulone do ściany obleganego domu i kiedy pojawia się pod nim kot, myślę że nie tylko mi serce podskakuje do gardła ;). Na szczęście reakcja ptasiarzy jest prawidłowa - intruz zostaje szybko przepłoszony. :)

Hoogwoud - miejsca parkingowego ze świecą szukać
Niezły tłumek się zebrał:)



Nerwowe, półgodzinne oczekiwanie przerywa w końcu głośny szept jednego z fotografów, który zauważa ptaka w gęstym gąszczu gałęzi na skraju, domkniętego z obu stron kordonem obserwatorów, chodniczka. W ciągu najbliższej minuty, w kakofonii strzelających spustów migawek, udaje mi się dostrzec jedynie sylwetkę przemykającego w krzakach dużego słowika, przywodzącą na myśl powiększoną wersję podróżniczka. Niestety nie potrafię przebić się wzrokiem przez dziesiątki głów i rąk, w związku z czym nie dostrzegam nawet czerwieni na podgardlu... Ptaszek ucieka w końcu na podwórko sąsiedniego gospodarstwa i pozostawia mnie z mieszaniną zadowolenia i goryczy. Szybko dochodzę do wniosku, że nie zaznam dobrej obserwacji, jeśli nie przedostanę się na krawędź szeregu obserwatorów. Kilka minut później nadarza się ku temu okazja, z której skwapliwie korzystam - kolumna przetasowuje się, kiedy znajdujący się dotychczas na najlepszych pozycjach strzelcy opuszczają plac boju. Wykorzystuję zamieszanie i po chwili jestem już przyczajony w drugiej linii z bardzo dobrym widokiem na chodnik i z szansą na niezłą perspektywę do zdjęć. Teraz dopiero zauważam, że pod żywopłotem ustawiony jest fotogeniczny konar, obok którego rozsypano dziesiątki larw mącznika. Ustawiam parametry aparatu i w bardzo niewygodnej pozycji z obiektywem wyzierającym spomiędzy głów leżących przede mną fotografów czekam na ptaka. Wreszcie po nieskończenie długich pięciu minutach główny aktor pojawia się na scenie - tak nagle, że reaguję z pewnym opóźnieniem, które kosztuje mnie nieznaczną utratę wywalczonej uprzednio pozycji i zmuszony jestem do robienia zdjęć z dalekiej od ideału perspektywy... Niemniej, ptak jest fantastyczny, a jego czerwony krawacik potwornie magnetyzujący!  Cała akcja trwa niecałą minutę - nieco speszony słowik porywa jedną z larw i znika na powrót w gąszczu. Chociaż jestem już w pełni usatysfakcjonowany, postanawiam poczekać na jeszcze jedną szansę na lepsze ujęcie. Po kolejnych dziesięciu minutach tym razem to ja pierwszy zauważam ptaka i podrywam tłum do walki - duży błąd, bo najbliżsi fotograficy reagują z taką werwą, że przez dobre kilkanaście sekund nie jestem w stanie zachować równowagi i złapać ostrości na ptaku. W końcu jednak uzyskuję chwilową stabilizację i dostaję szansę na czysty strzał. Co za emocje!

Gotowi do otwarcia ognia:)
Słowik rubinowy (Calliope calliope)
Słowik rubinowy (Calliope calliope)
Słowik rubinowy (Calliope calliope)

Z chęcią porzeźbiłbym jeszcze słowika, ale przed nami dalsze cele - w oddalonym o 30 km na północ Den Oever, na zalewie IJselmeer od początku zimy przebywają samce dwóch amerykańskich kaczkowatych - gągołka oraz ogorzałki małej. Wraz z Krzyśkiem obserwowaliśmy już oba gatunki podczas ubiegłorocznej wycieczki do Holandii, ale reszta ekipy nie miała dotąd takiej okazji, więc oczywiście zgadzamy się co do konieczności podjęcia wyzwania. Na miejscu jesteśmy po półgodzinnej jeździe - w ostatnich dniach ptaki meldowane były z małej mariny w południowej części basenu Zuiderhaven, ale obecność kilku samochodów i obserwatorów na poboczu drogi Stontelerweg domykającej wspomnianą część zalewu od zachodu, każe sądzić, że ptaki przebywają dziś właśnie tutaj. Parkujemy w rządku aut, kierujemy lunety w kierunku, w który spoglądają zgromadzeni na grobli obserwatorzy i już wkrótce cieszymy oczy widokiem samca gągołka! Nie widzimy jednak ogorzałki - jak dowiadujemy się wkrótce, ptak widziany był dzisiaj w zupełnie innej części zatoki, 40 kilometrów na południe, w Andijk. Co za pech! Jakby na pocieszenie przelatuje przed nami niespodziewany bąk - tak komfortowo widziałem go po raz ostatni siedem lat temu! Nic dziwnego, że widok tej skrytej czapli cieszy mnie bardziej od gągołka :). Żeby uspokoić sumienia odwiedzamy jeszcze marinę w Den Oever, ale zgodnie z otrzymanymi informacjami świeci ona pustkami. No, może niezupełnie, bo do listy wyprawy dopisujemy tu perkoza dwuczubego, pliszkę siwą i świergotka łąkowego. Zawsze to coś!

Wiatrak w drodze do Den Oever
 Na stanowisku - wypatrujemy gągołka
Zuiderhaven koło Den Oever
Czernice (Aythya fuligula), głowienki (Aythya ferina) i krzyżówki (Anas platyrhynchos)
Gągołek (Bucephala albeola) - digiscoping
Gągołek (Bucephala albeola) - digiscoping
Bąk (Botaurus stellaris)
Bąk (Botaurus stellaris)
Nasza ekipa w Den Oever - od lewej: Tomek, Paweł, Michał, ja i Krzysiek
Marina w Den Oever
Rozmowy o słyszanych ptakach

Przejeżdżamy przez malownicze wioseczki nad brzegiem zalewu, m.in. Medemblik i Wervershoof, gdzie niecały rok temu odniosłem porażkę w poszukiwaniach amerykańskiego brodźca plamistego i kwadrans po trzeciej zajeżdżamy do sąsiedniego Andijk. Dojście na falochron, z którego widać ptaki wymaga obejścia całkiem sporej mariny. Nigdy nie sądziłem, że zmartwi mnie widok... dziesięciu tysięcy (!!!) ogorzałek, ale tak właśnie było w tej chwili - znalezienie ptaka w takiej kaczej zupie, do tego oddalonej od brzegu o dobry kilometr pod słońce, praktycznie przekreślało szanse na znalezienie "affinisa"... Pro forma, przeglądamy znajdujące się bliżej brzegu małe grupki ptaków, za co wynagrodzeni zostajemy obserwacją pary szlacharów. W Andijk odnosimy jednak pierwszą porażkę - tym bardziej doceniam ubiegłoroczną obserwację, zwłaszcza że dokonana została przecież w przebojowym stylu :).

Zabudowa holenderskich miasteczek zachwyca
Kościół w Andijk
Marina w Andijk

Esencja Holandii:)

Słońce chyli się już ku zachodowi - dzień kończymy obserwacją stada czajek i siewek złotych pod Zwaagdijk-Oost. Teraz pozostaje nam kwestia noclegu. Niedzielę zamierzamy rozpocząć od obserwacji lodowca, przebywającego od kilku tygodni na jednym z haskich kanałów. Optymalnie byłoby więc zabunkrować się w mieście, które jest siedzibą holenderskiego rządu, parlamentu i rodziny królewskiej. Około 19-tej, po przerwie na zakupy i wywiadzie z pracownikiem stacji Shell, bogatsi o prowiant i wiedzę na temat niedrogich miejsc noclegowych w mieście wjeżdżamy do nowoczesnej dzielnicy biznesowej, a następnie w rejon Starego Miasta. W pierwszym z hosteli nie ma już dla nas miejsc, ale dowiadujemy się o bliźniaczym przybytku, o bardzo oryginalnej nazwie -"The Hague", położonym niedaleko chińskiej dzielnicy. Hostel (lepszym określeniem byłoby "schronisko") okazuje się być skrzyżowaniem obskurnego akademika z koszarami, ale za 28 euro w centrum nie można się było spodziewać niczego innego. Zostajemy rozdzieleni do dwóch pokojów. Kiedy otwieramy z Krzyśkiem drzwi naszego "apartamentu" doznajemy lekkiego szoku, bowiem okazuje się, że w pomieszczeniu o klaustrofobicznych wymiarach znajdują się cztery piętrowe łóżka, a pozostawione na sześciu z nich części garderoby i walające się po podłodze o szerokości pół metra bagaże wskazują na to, że jeszcze będzie tu dziś tłoczno. No nieźle... Najpierw jednak musimy wtargać nasze toboły na drugie piętro - wąskie i zakręcone schody posiadają tak strome stopnie, że ze świecą szukać by podobnych w romańskich wieżach obronnych. Wchodzenie tu z samym plecaczkiem grozi śmiercią lub kalectwem, a w najlepszym wypadku zawrotami głowy - zważywszy na fakt, że spora część gości - bądź to po dogłębnym analizowaniu zawartości butelek Jonge Genevera, bądź po zbyt częstym dogadzaniu sobie trawką - regularnie odwiedza światy równoległe, konstruktora tychże schodów zaliczyć należy do ludzi o specyficznym i makabrycznym poczuciu humoru. Z drugiej strony, w kuchni (oczywiście wspólnej) i pod prysznicem (na szczęście nie korzysta z niego jednocześnie kilkanaście osób) jest ciepła woda, czego po pierwszym kontakcie z wnętrzem hostelu nie oczekiwałem - tym samym "The Hague" udaje się zaskoczyć mnie pozytywnie. Niewątpliwym plusem jest też bliskość zabytkowego centrum, dzięki czemu w ramach spaceru przed snem zobaczyć mogę m.in. Grote Markt - zatłoczone miejsce wieczornych spotkań mieszkańców Hagi oraz Rynek (Dagelijkse Groenmarkt), z charakterystyczną świątynią Grote Kerk i Starym Ratuszem (Het Oude Stadhuis). W sumie w odbudowanym nastroju, chwilę po północy gramolę się na swoją piętrową pryczę i przechodzę w fazę NREM.

"Chinatown"
Okolica Hostel The Hague
Schody dla ludzi o mocnych nerwach, dobrej kondycji i bez lęku wysokości
 Den Haag, Grote Markt
Den Haag, Grote Kerk

Budzik wygrywa pobudkę o przyzwoitej 7:15. Z racji tego, że dobre światło do zdjęć powinniśmy mieć dopiero około 9-tej, nie było sensu zrywać się wcześniej. Udaje mi się nie połamać wszystkich kończyn podczas zeskakiwania spod sufitu w ciemną czeluść - zapewne ten sam dowcipniś, który projektował schody na korytarzu, z premedytacją nie wyposażył w drabinki piętrowych łóżek - po czym zabieramy się z Krzyśkiem do wynoszenia bagaży na korytarz. W drzwiach zamontowany jest przezabawny alarm, który uruchamia się ilekroć otwarte są one dłużej niż kilka sekund, przez co raczej nie zdobywamy popularności wśród współlokatorów, ale ostatecznie nikt nie wbija nam na pożegnanie noża w plecy. Po naprędce spożytym śniadaniu, o 8:30 ruszamy w kierunku auta. Chwilę po opuszczeniu motelu przelatuje nad nami... osiem aleksandrett obrożnych! Te wszystkożerne papugi tworzą obecnie w Holandii populację przekraczającą 5500 osobników. Aleksandretta obrożna trafiła zresztą na listę stu najbardziej uciążliwych gatunków inwazyjnych: w konkurencji z gatunkami europejskimi wygrywają one jako większe i silniejsze, a rozpoczynając lęgi w lutym zajmują dziuple ptakom, które rozmnażają się później. Każdy z nas obserwował już ten gatunek, ale ponieważ poranek jest wyjątkowo pochmurny i ze zdjęć lodowca i tak byłyby nici, postanawiamy udać się w miejsce, gdzie odleciały aleksandretty - może znajdziemy ich noclegowisko? To co ukazuje się wkrótce naszym oczom, przekracza najśmielsze oczekiwania - na skraju chińskiej dzielnicy, przy ulicy Bierkade, na kilku drzewach przesiaduje ponad... 500 papug! Piękne zgrupowanie, choć pewnie mieszkańcy okolicznych kamienic niekoniecznie podzielaliby nasze opinie - jazgot jest niesamowity, co słychać na poniższym filmiku.

Aleksandretty obrożne (Psittacula krameri)
 Papugi dwoją się i troją w oczach... nie tylko z powodu długiego czasu naświetlania:)
Aleksandretta obrożna (Psittacula krameri) - jedyne ze zdjęć, które nie reprezentuje impresjonizm:)
W Hadze drzewa już zielone, lecz nie dzięki liściom ;).

Ciężkie chmury nie zwiastują drastycznej poprawy warunków oświetleniowych, więc już nie zwlekając udajemy się nad Laakkanaal, skąd przez ostatnie kilkanaście dni meldowano lodowca. Na zabudowanym odcinku kanału, na którym nur przebywał przez ostatnie trzy dni, znajdujemy jednak tylko gęsiówki egipskie (jedna z kombinacją kolorowych obrączek "J" i "4" z projektu Franka Majoora), perkoza dwuczubego, czernice i liczne kokoszki, które ganiają po... nabrzeżu oraz pokładach motorówek i żaglówek! Nad nami przelatuje stadko 12 bernikli kanadyjskich, a z pobliskich zadrzewień śpiewa pokrzywnica... i niestety są to najmocniejsze akcenty naszej wizyty nad Laakkanaal. Kontrolujemy jeszcze przyległe odcinki i wracamy do auta. Postanawiamy sprawdzić na waarneming.nl czy miejsce pobytu nura nie zmieniło się od wczoraj, ale po uruchomieniu portalu nikt z nas nie myśli już o lodowcu - na stronie głównej zauważamy informację o widzianej kilkadziesiąt minut temu pasówce białogardłej! Ptak widziany był w prowincji Zeeland, w Wilhelminadorp - zaraz, zaraz - to przecież tam mieliśmy jechać z Hagi na azjatyckiego trznadla białogłowego! Nie zwlekając ruszamy w drogę!

 Den Haag, Laakkanaal
Gęsiówka egipska (Alopochen aegyptiaca)
Gęsiówki egipskie (Alopochen aegyptiaca)
Pokrzywnica (Prunella modularis)
Den Haag, Laakkanaal

Dzięki rozbudowanej sieci autostrad sprawnie opuszczamy Hagę, mijamy Rotterdam i po czterdziestu minutach przejeżdżamy przez most na wyspę Goeree-Overflakkee, przerzucony nad wąskim "fiordowatym" klinem, wbijającej się w ląd zatoki Morza Północnego - dość charakterystyczny obrazek w południowo-zachodniej Holandii. Ponieważ trafiamy na odpływ, co jakiś czas naszym oczom ukazują się rozległe połacie błota, na którym żerują spore ilości ptaków. W pobliżu Grevelingenmeer już nie potrafimy odmówić sobie krótkiego postoju - w obrębie strefy pływowej żeruje ponad 500 ostrygojadów i 50 oharów! Kolejny przystanek na wyspie Schouwen, niedaleko spektakularnego mostu łączącego ją z dawną wyspą (a obecnie półwyspem) Noord-Beveland, powoduje przyśpieszone bicie serca - na położonych wzdłuż szosy polach odpoczywa stado 640 bernikli białolicych, wśród których wypatrujemy też 9 bernikli obrożnych! Nie zważając na deszcz, który towarzyszy nam od wyjazdu z Hagi, ostrożnie opuszczam auto żeby lepiej przyjrzeć się ptakom i nad głową przelatuje mi... kolejnych 150 bernikli obrożnych! Rewelacyjny widok! W międzyczasie Michał kontroluje "waarneminga" i okazuje się, że obserwacja pasówki została... wykasowana z systemu! Najwyraźniej oznaczenie było błędne... Emocje trochę opadają, w związku z czym już bez presji obserwujemy kolejnych 30 "berek" obrożnych bliżej Colijnsplaat oraz zimujące czaple nadobne pod Wilhelminadorp. Krótko przed południem dojeżdżamy nad Schor Wilhelminapolder - miejsce stwierdzenia samicy syberyjskiego trznadla białogłowego.

Ostrygojady (Haematopus ostralegus) i ohary (Tadorna tadorna)
 Bernikle białolice (Branta leucopsis) i bernikle obrożne (Branta bernicla)
Bernikle białolice (Branta leucopsis)
Bernikle białolice (Branta leucopsis)
Bernikle białolice (Branta leucopsis)
Bernikle obrożne (Branta bernicla)
Czapla nadobna (Egretta garzetta)

Poszukiwany przez nas ptak wykazywany był z małego obszaru otoczonych niskim ogrodzeniem, zarzuconych kitliną i porośniętych małymi kępkami ostrych traw słonych mokradeł - krajobraz z pewnością nieułatwiający poszukiwań małego szarobrązowawego ptaka. Od dwójki holenderskich obserwatorów, którzy właśnie powracają do aut dowiadujemy się, że trznadel jest stale obecny na miejscu i zwykle przesiaduje w pasie do metra od ogrodzenia - to już jakaś poszlaka. Rozdzielamy się i obstawiamy cały wskazany nam odcinek. Przez pierwsze 20 minut udaje nam się wydeptać jedynie świergotka nadmorskiego i potrzosa. W końcu jednak, przy trzecim przejściu wzdłuż mokradeł, pół metra ode mnie z ziemi podrywa się trznadlowaty, który siada na drewnianym paliku ogrodzenia, oddalonym o parę kroków - podnoszę do oczu lornetkę - zupełny brak żółci na spodzie, rdzawo kreskowane boki, brudnobiała brew i szarobrązowy płaszcz z jasnymi obrzeżeniami pierwszorzędówek wskazują jednoznacznie, że to trznadel białogłowy! Udaje mi się wykonać kilka zdjęć, po czym ptak odlatuje na drugą stronę wału, oddzielającego polder od pól uprawnych i zapada w pobliżu małej kępy krzewów. Dość szybko udaje nam się go ponownie zlokalizować i przez kolejne kilkanaście minut nacieszyć nim oczy. Następny cel zrealizowany!


Nadmorskie mokradła w Wilhelminadorp
Ohary (Tadorna tadorna)
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos)
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos)

W końcu na miejsce obserwacji nadciągają kolejni ptasiarze - niefortunnie chwilę przed tym ptak zmienia miejsce pobytu i nie jesteśmy w stanie pomóc tłiczerom. Moja ekipa powraca do auta na drugie śniadanie, a ja postanawiam z grobli rzucić okiem na rozległy polder, na którym żerują setki ptaków - m.in. ohary (100>), ostrygojady (kilkaset), biegusy zmienne (500>), siewnice (300>), kuliki wielkie (30>), krwawodzioby (50>) i biegusy rdzawe (kilka). Nagle moich uszu dobiega ćwierkanie trznadla! Rozglądam się lornetką po miejscu, gdzie początkowo zlokalizowaliśmy ptaka i w końcu zauważam go, odpoczywającego na drucianej siatce ogrodzenia! Po chwili zlatuje w dół na krawędź ściezki i rozpoczyna żerowanie w niskich trawach. Krzykiem i machaniem rąk zwracam na siebie uwagę Holendrów szukających ptaka w pobliżu zakrzaczeń na polach uprawnych - w końcu zauważyli, biegną :). Razem schodzimy z wału do miejsca żerowania trznadla - chociaż widziałem, gdzie zapadał, przez dłuższą chwilę nie potrafię go zlokalizować ale w końcu udaje się - ptak żeruje niecałe 3 metry od nas! Wskazuje palcem miejsce jego pobytu, a mimo to pozostali obserwatorzy nie są w stanie go dostrzec przez dobre kilkadziesiąt sekund - umie się maskować, nie ma co :). Korzystając z euforii podpytuję jednego z Holendrów o miejsca na łabędzia czarnego i dowiaduje się, że często widywane są na rozległych rozlewiskach w rejonie Moriaanshoofd - niecałe pół godziny drogi z Wilhelminadorp - spróbujemy!

Trznadel białogłowy ponownie zlokalizowany - ptak jest... w trawach przed ogrodzeniem! ;)
Trznadel białogłowy (Emberiza leucocephalos)

Powracamy do drogi głównej i kierujemy się na północ. Po paru kilometrach w Deltaweg obserwujemy 12 szablodziobów! Dłuższego postoju wymaga zatrzęsienie ptaków na mokradłach przy Nieuwe Koolweg, na zachód od Zierikzee - oglądamy tu piękne ilości kaczek (najwięcej świstunów i rożeńców), liczne ohary, berniklę kanadyjską, a także kolejną czaplę nadobną i 2 warzęchy. Niecały kilometr dalej na polach odpoczywa dalsze niesamowite stado 300 bernikli białolicych. Chwilę później dojeżdżamy do Moriaanshoofd, gdzie na trawnikach posesji żerują dziesiątki ostrygojadów i kuliki wielkie - zapowiada się dobrze :). Skręcamy na zachód i rozpoczynamy penetrację ogromnego obszaru trzęsawisk pomiędzy Morzem Północnym i drogą N59. Uwagę zwracają kolejne pokaźne ilości bernikli białolicych, mnogość ostrygojadów, kulików wielkich i krwawodziobów, a także dalsze szablodzioby (7), warzęchy (2) i czaple nadobne (2). Łabędzi czarnych jednak nie zauważamy...

Szablodzioby (Recurvirostra avosetta)

Jedna z bram miejskich w Zierikzee
Mokradła pod Zierikzee
Warzęcha (Platalea leucorodia)
Rożeńce (Anas acuta) i cyraneczki (Anas crecca)
Obserwatorzy ptaków są wszędzie...
Mokradła pod Moriaanshoofd

Mokradła pod Moriaanshoofd

Przed nami jeszcze trzy i pół godziny względnie korzystnych warunków do obserwacji, które możemy spędzić w Zeeland. W poszukiwaniu ciekawych obserwacji w regionie, ponownie sięgamy po waarneming.nl i po chwili mamy gotowy plan działania - 40 kilometrów od nas, w Westkapelle, przebywa lodowiec. Miejsce to jest ponadto najdalej wysuniętym w morze cyplem półwyspu Walcheren, a więc będziemy mieć okazję na mały seawatching. Następnie udamy się nad słone jezioro Veerse Meer (dalsze pół godziny jazdy) gdzie przedwczoraj widziano 7 łabędzi czarnych. Świstunka ałtajska spod belgijskiej granicy nie była meldowana od trzech dni i temat kolejnego azjatyckiego gatunku odpuszczamy.
Kiedy dojeżdżamy do Westkapelle - małej rybackiej osady - cała okolica spowita jest gęstą mgłą. Ledwie co zauważalna jest interesująca latarnia morska, wybudowana na gotyckiej dzwonnicy - jak w takich warunkach mamy zobaczyć nura, który przebywa ma na niemałym nadmorskim jeziorze Westkapelse Kreek? W końcu jezioro wyłania się po naszej lewej stronie i okazuje się, że obawy były zbędne - pływającego dość blisko lodowca zauważamy już z samochodu! Parkujemy na pobliskim parkingu - w międzyczasie wzmaga się wiatr i mgła zdecydowanie się przerzedza. Docieramy nad zbiornik i okazuje się, że nur rozpoczął właśnie intensywne żerowanie i płynie w naszą stronę! Znajduję lukę w trzcinowisku i nie zważając na mokre podłoże kładę się na brzegu jeziora. Lodowiec co kilkanaście sekund nurkuje i pojawia się z krabem lub rakiem w masywnym sztyletowatym dziobie. Tempo ma słuszne - w ciągu kwadransa pożera ich kilkadziesiąt! Po udanym połowie wynurza się nagle na środku jeziora - lepszych kadrów już nie będzie - zresztą przemokłem do suchej nitki.

Raniuszek "czarnobrewy" (Aegithalos caudatus europaeus)
Jezioro Westkapelse Kreek
 Lodowiec (Gavia immer)
 Lodowiec (Gavia immer)
 Lodowiec (Gavia immer)
Lodowiec (Gavia immer)

Na szczęście zabrałem ze sobą zapasowe ubranie i odzyskawszy komfort termiczny dołączam do reszty ekipy, która rozpoczęła już seawatching w rejonie małej latarenki na wzgórzu przy parkingu. Warunki sztormowe, więc coś powinno lecieć... tyle, że utrzymanie lunety w stabilnej pozycji jest praktycznie niemożliwe. Udaje się więc zobaczyć tylko dwie mewy trójpalczaste  - dorosłą i młodą - oraz przelatujące wzdłuż brzegu piaskowce i szlamniki. Na kamienistym wybrzeżu żeruje stadko 6 niepłochliwych kamuszników, które aż się proszą o małą sesję zdjęciową ;). W końcu udaje mi się też wykonać dokumentację wszędobylskiego czarnowrona. W sumie, pożytecznie spędzona godzina.

Seawatching czas zacząć!
Warunki sprzyjają przelotowi ptaków...
... ale silny wiatr nie sprzyja utrzymaniu lunety w stabilnej pozycji!
Czarnowron (Corvus corone)
Kamusznik (Arenaria interpres)

Uliczki Westkapelle
Rynek w Westkapelle
Westkapelle
Westkapelle - charakterystyczna latarnia morska wybudowana na dawnej dzwonnicy

Czas na ostatni akcent "ptaszenia" w Holandii - łabędzie czarne! Już bez przystanków zmierzamy w stronę Kleverskerke, skąd prowadzi wygodna droga nad brzeg jeziora Veerse Meer. Szczęście nam sprzyja i trafiamy na ładne stadko 11 ptaków! Z powodu późnej pory i dużego dystansu udaje się wykonać tylko marną dokumentację (jeszcze chwila i wszystkie łabędzie na jeziorze byłyby czarne ;)), ale najważniejsze, że nasze poszukiwania nie poszły na marne! Do listy wyprawy dopisujemy jeszcze zauszniki (6), droździka, krogulca i mewę siodłatą i około 17-tej ruszamy w długą, ponad dwunastogodzinną drogę do domu...

Łabędź czarny (Cygnus atratus) - digiscoping
Pąkle
Szlachar (Mergus serrator) - na chwilę przed zapadnięciem ciemności

EPILOG

... ale to jeszcze nie koniec ciekawych obserwacji! Już po rozstaniu z Pawłem w rejonie Ślęży, autem Michała kierujemy się w stronę autostrady. Na krętych nieoświetlonych drogach, "szklanka" - jesteśmy zmuszeni do bardzo wolnej jazdy i tylko dzięki temu zauważamy odpoczywającą na przydrożnym słupku uszatkę! Przyjemny bonus! Chwilę później żegnamy się z Krzyśkiem i już w trójkę zmierzamy w stronę Opola. W pewnym momencie Michał zauważa polującą wzdłuż drogi kolejną sowę! Zwalniamy i podążamy za nią do chwili, aż przysiada na niskiej gałęzi rosnącego na poboczu drzewa. Podjeżdżamy na dwa metry, dopóki siedzący do nas tyłem ptak nie dostaje się w strugę światła samochodowych reflektorów. Trochę jasny jak na uszatkę... Wtem sowa odwraca głowę i ukazuję piękną sercowatą szlarę - płomykówka! Po kilku sekundach zrywa się z drzewa i jeszcze kilka razy przemyka niczym duch przed naszym autem, nim zniknie w ciemnościach. Wspaniałe zwieńczenie udanego weekendu! :)

Lista wyprawy (wielkimi literami moje "życiówki") - 98 gatunków (wg kolejności systematycznej): ŁABĘDŹ CZARNY, łabędź niemy, łabędź krzykliwy, łabędź czarnodzioby, gęś białoczelna, gęś zbożowa, gęgawa, bernikla kanadyjska, bernikla białolica, bernikla obrożna, ohar, gęsiówka egipska, krzyżówka, krakwa, rożeniec, płaskonos, świstun, cyraneczka, głowienka, ogorzałka, czernica, gągoł, gągołek, bielaczek, nurogęś, szlachar, bażant, lodowiec, zausznik, perkozek, perkoz dwuczuby, kormoran, bąk, czapla nadobna, czapla biała, czapla siwa, warzęcha, myszołów, krogulec, pustułka, wodnik, kokoszka, łyska, ostrygojad, szablodziób, siewnica, siewka złota, czajka, biegus rdzawy, piaskowiec, kamusznik, biegus zmienny, krwawodziób, brodziec śniady, szlamnik, kulik wielki, śmieszka, mewa siwa, mewa srebrzysta, mewa siodłata, mewa żółtonoga, mewa trójpalczasta, gołąb miejski, siniak, grzywacz, sierpówka, aleksandretta obrożna, uszatka, płomykówka, dzięcioł zielony, dzięcioł duży, świergotek nadmorski, świergotek łąkowy, pliszka siwa, pliszka górska, pokrzywnica, rudzik, SŁOWIK RUBINOWY, śpiewak, droździk, kwiczoł, kos, ŚWISTUNKA BRUNATNA, strzyżyk, bogatka, raniuszek podg. europaeus, kowalik, sroka, sójka, kawka, gawron, czarnowron, kruk, szpak, wróbel, zięba, potrzos, TRZNADEL BIAŁOGŁOWY.

3 komentarze:

  1. Maciej, super wyprawa, mega gatunki. Przyjemnie się czytało, tak trzymaj....
    Pozdrawiam Marek Betlejewicz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znów się zaczytałem. A tu spać trzeba się udać...

    OdpowiedzUsuń